“Historia do kawy” – Miałam 10 lat, ogień spadał z nieba

[…] może w ten sposób dorośli chcieli, w jakikolwiek sposób złagodzić ten przerażający czas. Zostawić najmłodszym świadkom wojny resztki i tak zabranego dzieciństwa. Odczarowanie okrucieństwa nie jest jednak łatwe.

Panią Gertrudę Wojnowską poznałem 9 czerwca 2020 roku w Świebodzicach. Tata Pani Gertrudy był inżynierem w zakładach Arado Fluegzeukwerke GMBH Landeshut. Chciałem dowiedzieć się czegoś więcej o charakterze pracy inżynierów w tajnej fabryce lotniczej nazistów. Poza tym całkiem możliwe, że tata Pani Gertrudy mógł opowiadać w przeszłości coś o podziemiach, które faktycznie łączą się z budynkiem byłych biur projektowych firmy Arado w Kamiennej Górze. Z doświadczenia wiem, że rozmów tych nie da się ukierunkować jedynie na to, co chcielibyśmy usłyszeć o danym miejscu bądź sytuacji. W wywiadach pojawia się wiele innych wątków, które rzucają zupełnie nowe światło na znane już wszystkim historie. Często są też wzruszające i bardzo zaskakujące. Taka jest historia życia Pani Gertrudy, 86-letniej mieszkanki Świebodzic z fantastycznym poczuciem humoru. Zapraszam na kolejną część Historii do kawy.

historiaTata był inżynierem w Kamiennej Górze

Augustyn Michalik – tata Pani Gertrudy – życie zawodowe związał z lotnictwem. Przygodę z pracą przy samolotach rozpoczął w zakładach lotniczych w Duisburgu. Jego pasja do lotnictwa narodziła się jeszcze przed pracą w Arado. Był pilotem oraz instruktorem pilotażu szybowców. Co ciekawe, szkolił młodych adeptów lotnictwa między innymi w szkole szybowcowej w Lubawce. Kochał latać i swoją karierę zawodową związał z prawdziwą pasją. Ze względu na alianckie bombardowania zakłady Arado Fluegzeukwerke przeniesiono z Duisburga do Brandenburgii. Znajdowała się tam potężna fabryka samolotów,  w której ulokowano także lotnisko. Była ona w pełni dostosowana do potrzeb inżynierów oraz wojskowych. Na jej terenie znajdowały się także mieszkania, które władze III Rzeszy przyznawały osobom pracującym w tajnych zakładach lotniczych. Takie mieszkanie otrzymała rodzina państwa Michalik. Pani Gertruda do dziś pamięta widok rozpędzających się na pasie startowym samolotów niemieckich. Był rok 1940. Rok później wojsko niemieckie coraz bardziej obawiało się alianckich nalotów na zakłady przemysłowe i militarne. Potencjalne bombardowania groziły zatrzymaniem potężnie rozbudowanej machiny zbrojeniowej Adolfa Hitlera. Dlatego też dużą część zakładów przenoszono w miejsca bezpieczniejsze. Dzisiejszy Dolny Śląsk był takim miejscem.

Milczeli

Wraz z zakładami przenoszono także ich pracowników. Takim sposobem rozdzielono rodzinę Pani Gertrudy z ojcem, który w Brandenburgii pojawiał się raz na jakiś czas. Pracował w Landeshut. Cała rodzina została w mieście, które było zagrożone bombardowaniem. O swojej pracy w zakładach Arado w Kamiennej Górze Pan Augustyn nie opowiadał za wiele. W chwili zatrudnienia się musiał podpisać dokument, który zakazywał mówienia osobom postronnym o pracy. Pani Gertruda przyznała, że musiał wiedzieć dużo, jednak z uwagi na konsekwencje każdy milczał. W III Rzeszy powszechnie stosowano podsłuchy. Rodzina Michalików bała się, że ktoś usłyszy coś, czego nie powinien.  Skutki takich rozmów były straszne. Jedyne co Pani Gertruda pamięta to rozmowy swojej mamy z tatą o wojnie. Na temat samej pracy nie słyszała zbyt wiele.

Fabryka spadochronów

Potwierdziły się jednak informacje o tym, że w budynku zakładów Arado w Kamiennej Górze znajdowała się także fabryka spadochronów niemieckich. O jej istnieniu już wcześniej opowiadali mi inni starsi mieszkańcy. Oczywiście musiałem zapytać Panią Gertrudę o podziemia. W trakcie II Wojny Światowej Niemcy połączyli podziemia z zakładami Arado w Kamiennej Górze. Jednak o nich bohaterka dzisiejszej opowieści również niewiele słyszała. Mówienie o podziemiach także mogło nieść konsekwencje. Pani Gertruda pamięta jednak osiedle Antonówka, które zawsze ją ciekawiło. Każdy wiedział, że Niemcy COŚ tam robią, a wejście do lasu groziło śmiercią. Jednak ojciec Pani Gertrudy nie chciał na ten temat rozmawiać.

Ogień spadał z nieba – miałam 10 lat

Pani Gertruda powiedziała, że doskonale pamięta każdą chwilę z bombardowania Brandenburgii, ale nie tylko. Swoje pierwsze bombardowanie przeżyła, kiedy miała 6 lat i wraz z rodziną mieszkała jeszcze w Duisburgu.

 Mieszkaliśmy w Duisburgu, w bloku na czwartym piętrze. W każdym domu był schron przeciwlotniczy, a z megafonów na ulicy informowano nas, jak mamy zachowywać się w trakcie bombardowania. Pamiętam do dziś ten przerażający dźwięk syren alarmowych.

Pani Gertruda nie pamięta dokładnie całej okupacji ani terroru nazistów na ulicach miasta. W jej głowie zakodował się przerażający dźwięk oraz widok świata po bombardowaniu. W taki sposób pozbawiono ją dziecięcej wyobraźni, a bodźce odczuwane w dzieciństwie towarzyszą jej do dziś. Dzieci po takich przeżyciach stają się osobami mentalnie dorosłymi. Pani Gertruda wciąż pamięta moment wyjścia ze schronu tuż po bombardowaniu.

Widziałam łuny płomieni i dym unoszący się na niebie. Po ataku chodziłam jako dziecko wśród gruzów i zbierałam złom.

Wśród sterty metalowych śmieci Pani Gertruda znajdowała jeszcze ciepłe odłamki po alianckich bombach. Okazało się i nigdy wcześniej o tym nie słyszałem, że dzieci zbierały złom po bombardowaniach i zanosiły go do szkoły. Za przyniesiony złom dawano dzieciom między innymi bloki do rysowania, ołówki, zeszyty oraz te elementy wyprawki szkolnej, których w trakcie wojny po prostu nie było. To nieco forma przekształcenia wojny w zabawę lub grę terenową. Wiem, jak to brzmi, ale być może w ten sposób dorośli chcieli, w jakikolwiek sposób złagodzić ten przerażający czas i zostawić najmłodszym świadkom wojny, choć resztki i tak zabranego dzieciństwa. Odczarowanie okrucieństwa nie jest jednak łatwe.

Pierwsza komunia święta  – wspomnienie na całe życie

16 kwietnia 1944 roku Pani Gertruda przystępowała do Pierwszej Komunii Świętej. Dla dzieci to czas radości oraz spotkań z bliskimi. Czas otrzymywania prezentów i rodzinnych uśmiechów. W czasie wojny wyglądało to nieco inaczej.

Miałam 10 lat i szłam do komunii. Na drugi dzień zostaliśmy zbombardowani. Akurat wtedy mój tato pojechał z powrotem do pracy do Kamiennej Góry. Był dwa dni na mojej komunii.

Pan Michalik jeszcze tak naprawdę nie dojechał do Landeshut, a już otrzymał informację o tym, że miasto zostało zbombardowane. Dyrektor kamiennogórskich zakładów Arado przekazał mu informacje o ataku lotniczym i pozwolił wrócić do rodziny. Po przyjedzie do miasta, tata Pani Gertrudy nie zastał ani rodziny, ani domu, gdyż całe miasto zostało totalnie zrównane z ziemią. Rodzina zamieszkała tymczasowo u obcych ludzi.

Pamiętam, że chyba w tych bombach był fosfor. To był taki płynny ogień. Wybuchało już w powietrzu. Jak taka bomba spadła na nasz dom, to już nie było ratunku.  W ułamku sekundy wszystko zaczęło się palić.

Tak bohaterka wspomina jedno z bombardowań. Pani Gertruda nie kryła łez wzruszenia. Płakała i tę chwilę zapamiętam do końca swojego życia. Dzisiaj nie jesteśmy w stanie w ogóle wyobrazić sobie tego, jakie emocje towarzyszą dziecku w chwili bombardowania. Historia tylko umocniła mnie w przekonaniu, że nasze dzisiejsze problemy są niczym w porównaniu do problemów przeszłości. Po pewnym czasie ojciec pani Gertrudy znalazł rodzinę i uciekli, w obawie przed bombardowaniem do wsi Pisarzowice obok Kamiennej Góry. Był to rok 1944.

To pierwsza część historii Pani Gertrudy Wojnowskiej. Zapraszam na kolejną część, w której dalej będę opowiadał o losach naszej bohaterki.

 

Maciej Regewicz

 

 

 

Zostaw komentarz

Imię
E-mail
Comment

Polub nas