Historia do kawy: Obóz Gross-Rosen i jego filie

Gross-Rosen
Obóz Gross-Rosen był obozem śmierci. Takim samym jak obóz Auschwitz-Birkenau. Różniły się tylko sposobem mordowania więźniów… 

Geneza – powstanie obozu

Obóz Gross-Rosen niedaleko wsi Rogoźnica stał na czele stu innych wybudowanych na terenie dzisiejszej Polski, Czech oraz Niemiec. Początkowym założeniem obozu było ściąganie więźniów z terenów zajętych przez III Rzeszę, którzy będą wykonywać prace kopalniane w pobliskim kamieniołomie. Więźniowie mieli pracować przy pozyskiwaniu granitu, z którego ten region słynie do dziś.  Pierwsi więźniowie zostali przywiezieni do obozu latem 2 sierpnia 1940 roku.  Przez dwa lata istnienia, od roku 1941 do roku 1942, Gross-Rosen był niewielkim obozem skupiającym się głównie na pracach górniczych. Mimo tego, że do pracy potrzebni byli sprawni, silni fizycznie mężczyźni to tylko w tych dwóch latach zamordowano 2500 więźniów radzieckich. Główną siłę roboczą stanowili Polacy, Rosjanie oraz Żydzi. Natomiast zdarzali się również Włosi, Francuzi, Belgowie, Austriacy, Czesi, a nawet więźniowie polityczni, którzy byli Niemcami.

Władze obozu

Od 1940 do 1942 roku komendantem obozu był Arthu Rodl. Standartenfuhrer SS i zbrodniarz wojennym. W obawie przed sądem ze strony aliantów popełnił samobójstwo w kwietniu 1945 roku. Od 1942 do 1943 roku tę samą funkcję pełnił Wilhelm Gideon – zasłużony weteran I wojny światowej, który jako ochotnik dostał się do marynarki wojennej. Do 1942 roku służył w owianej złą sławą dywizji SS totenkompf, która była bardzo istotna w obozowej machinie śmierci. Wilhelm Gideon został po wojnie skazany za zbrodnie wojenne na 10 lat więzienia. Ostatnim komendantem obozu od 1943 do 1945 roku był Johanes Hassebroek. Za swoją działalność w SS, wcześniej w NSDAP oraz za dowodzenie obozem skazano go w 1948 roku na karę śmierci. Jednak już w styczniu 1950 roku zamieniono karę śmierci na 15 lat pozbawienia wolności. Johanes odzyskał wolność we wrześniu 1954 roku, zmarł w 1977 roku.

Reedukacja, czyli tania siła robocza

W obozie istniała także placówka wychowawcza wrocławskiego Gestapo. Do tej placówki wysyłano młodych chłopców, których za różne drobne przewinienia skazywano na pracę w myśl nazistowskiej doktryny reedukacji przez pracę. W rzeczywistości była to po prostu tania siła robocza. Szacuje się, że tylko przez tę placówkę przeszło 120 tysięcy młodych chłopców. Obóz Gross-Rosen zyskał miano największego w momencie, gdy w 1943 roku zmieniała się sytuacja na froncie. W tym też roku alianci lądują na Sycylii, a Niemcy w obawie przed bombardowaniami przenoszą znaczną część fabryk pod ziemię. W tym momencie historii II wojny światowej więźniowie są potrzebni po pierwsze do pracy w fabrykach, gdyż mężczyźni byli na froncie. Po drugie byli wykorzystywani do pracy przy budowie podziemnych korytarzy, które dziś są miejscem kaźni.

Oficjalnie wybudowano aż 90 filii tego obozu – na terenie obecnych Czech, Niemiec i najwięcej na terenie dzisiejszej Polski. Do dziś trudno określić, ile wybudowano obozów tymczasowych. Na terenie samej Kamiennej Góry było ich co najmniej kilka.

Filie w miejscach strategicznych

Najwięcej filii obozu Gross-Rosen powstało nieopodal miejsc dla Niemców strategicznych. Można wymienić kilka miast naszego regionu, które do takich się zaliczały: Kamienna Góra, Jelenia Góra, Lubawka, Mieroszów, Wałbrzych, Głuszyca, Jedlinka, Soboń, Włodarz. To tylko kilka z kilkudziesięciu miejscowości, gdzie istniały filie obozu koncentracyjnego. Celowo mówię o tych miejscowościach, bo chcę zwrócić uwagę na to, że to głównie w tych miejscowościach wykonywano podziemne prace. Najbardziej istotnym miejscem prac górniczych był tak zwany kompleks „Riese”, co z języka niemieckiego oznacza „olbrzym”. Ilość podziemnych prac, jakie tam wykonano, jest do dziś tematem badań, sporów i dyskusji. Swoją drogą jest to do dziś jeden z najbardziej tajemniczych powojennych regionów na świecie.

Co wiemy na temat Riese?

Wiemy, że zatrudniano tam więźniów głównie żydowskiego pochodzenia, by ostatecznie ich zamordować. Nie ma więźnia obozu Gross-Rosen, który przeżył pracę w kompleksie Riese. Między innymi właśnie dlatego nasza wiedza na temat podziemi jest znikoma. Brakuje relacji naocznych świadków. Pod koniec II wojny światowej zdarzało się, że żołnierze SS mordowali żołnierzy Wehrmachtu, tak aby prawda o tym miejscu nigdy nie wyszła na światło dzienne. Mieszkańcy miejscowości ościennych, otaczających tak zwanego Olbrzyma, opowiadają do dziś, że po wojnie z niektórych szybów wentylacyjnych czuć było odór rozkładających się ciał. Na podobną relację trafiłem, badając miejscowość Antonówka. Prawdopodobnie duża część więźniów została celowo uwięziona w podziemiach. Wskutek wysadzania odcięto im dopływ powietrza, przez co więźniowie się udusili.

Niecały miesiąc temu rozmawiałem z 90-letnim mieszkańcem wsi Jarkowice. Tam znajdowała się jedna z filii obozu Gross-Rosen. Mężczyzna powiedział, że zaraz po wojnie znajdowali tam ciała więźniów spoczywające na obecnych tam mokradłach. Oficjalnie mówi się o tym, że zamordowano 40 tysięcy więźniów. Po wojnie jednak na obrzeżach wszystkich miast województwa znajdowano masowe groby więźniów obozu Gross-Rosen. Bardzo możliwe, że jeszcze dużo ich się znajdzie.

Mężczyźni brali udział w pracach górniczych, natomiast główną siłą roboczą w samych fabrykach, naziemnych bądź podziemnych były kobiety. Z prostej przyczyny. Pewne bardziej precyzyjne prace łatwiej było wykonać właśnie kobietom niż mężczyznom (o tym wspominałem już w tekście o tajnych zakładach lotniczych).

Obóz śmierci

Obóz Gross-Rosen nazwany jest oficjalnie obozem pracy. Szczerze mówiąc, bardzo nie lubię tego określenia. Niektóre relacje więźniów, którzy byli najpierw w Auschwitz, a później w Gross-Rosen, opisują, że obóz w Oświęcimiu w porównaniu z obozem w Rogoźnicy był tylko zapowiedzią piekła.

Obóz Gross-Rosen był obozem śmierci. Takim samym jak obóz Auchwitz-Birkenau. Jeśli pojedziemy do Rogoźnicy, aby zobaczyć ten obóz, to zobaczymy, że on już na samym początku przypomina Oświęcim. To był obóz śmierci, z tym że forma mordowania ludzi była zupełnie inna. Tych więźniów nie gazowano, nie strzelano do nich. Oni mieli umierać poprzez katorżniczą i ciężką pracę poprzez wycieńczenie. Więźniowie oddelegowani z obozu matki do poszczególnych filii wiedzieli doskonale, że przyjeżdżając do pracy, chociażby w podziemiach, nie opuszczą jej żywi. Duża część z nich miała zasłaniane oczy podczas transportu, co tylko podkreśla charakter prowadzonych prac w poszczególnych miastach regionu. Racje żywnościowe więźniów nie przekraczały 1000 kilokalorii. To mniej więcej jedna kromka chleba i talerz zupy na jeden dzień. Osobą, która najdłużej przeżyła w obozie, był Rosjanin. Przeżył miesiąc. Ludzie umierali w obozie z wykończenia już po dwóch, czasem po 3 dniach ciężkiej pracy.

Co działo się ze zwłokami tych ludzi?

Ciała wrzucano na wagony, przykrywano tonami gruzu, czyli po prostu urobkiem z podziemi. Do dziś jednak nie wiemy, gdzie je wywożono. Ciała więźniów nie mogły spoczywać w podziemiach z dwóch bardzo prostych powodów. Pierwszy powód jest oczywisty. Zwłoki gniją, powodują choroby. Przy dużej wilgoci panującej w podziemiach można wywołać epidemię. Więzień miał szybko wydrążyć dany odcinek i umrzeć. Drugi powód był o wiele bardziej złożony. Musimy pamiętać o tym, że po otwarciu drugiego frontu duża część dowódców niemieckich doskonale zdawała sobie sprawę  z tego, że najpewniej Niemcy tę wojnę przegrają. Wszak wojna prowadzona na dwa fronty z definicji jest wojną przegraną. Więc pewne zbrodnie, których naziści dokonywali szczególnie na ludności cywilnej, po wojnie nie mogły wyjść na światło dzienne. Trzeba przyznać dowódcom, wyszło im to perfekcyjnie. Minęło tyle lat a my nawet nie wiemy, gdzie zacząć poszukiwania ciał tych ludzi.

Eksperymenty na więźniach

Niestety naziści bardzo często wykorzystywali więźniów do swoich badań medycznych i militarnych. Oczywiście doskonale wiemy, że takie badania odbywały się w Oświęcimiu, natomiast jest bardzo prawdopodobne, że nie tylko tam. Jest bardzo dużo relacji mówiących o tym, że chociażby w Antonówce, oddalonej o 4 km od Kamiennej Góry testowano „coś” na więźniach. Skąd taka teza? Na terenie fabryki broni i amunicji znajdował się budynek tak zwanej żmijowi, gdzie Niemcy prowadzili badania nad surowicą. Wybudowano tam także laboratorium, w którym pracowano nad penicyliną, która docelowo miała być wysyłana dla żołnierzy Afrika Korps generała Rommla. Badając ten temat spotkałem ludzi, którzy opowiadali mi, że zaraz po wejściu Rosjan do Antonówki spotykano więźniów, u których widać było dziwną opryszczkę, poparzenia oraz rany świadczące o pracy przy chemikaliach. Nie wykluczone, że prowadzono tam również takie badania, albo więźniowie pracowali także przy na przykład paliwie rakietowym bądź stałym. Być może również nad bronią chemiczną.

Wyzwolenie obozu i niesprawiedliwość

Obóz Gross-Rosen został wyzwolony przez Armię Czerwoną 14 lutego 1945 roku. Najsmutniejszy jednak jest fakt, że cała masa katów i zbrodniarzy powiązanych z tym obozem, nigdy nie poznała, czym jest sprawiedliwość i odpowiedzialność za swoje czyny. Przynajmniej siedmiu przerażających sadystów uniknęło kary. Pamiętajmy, że znany proces norymberski skazał ok. 20 procent największych nazistowskich zwyrodnialców. Wielu po wojnie otrzymywało amnestię oraz zmianę nazwisk. Czy to na poligonach rosyjskich, czy amerykańskich. Niestety praktycznie od początku 1945 roku rozpoczyna się wyścig o niemiecką technologię. O naukowców, którzy mimo swoich zbrodni byli potrzebni kolejnym mocarstwom. W 1945 roku ZSRR oraz USA są jeszcze sojusznikami jednak od tego momentu wiadomo, że taki stan rzeczy długo się nie utrzyma. W kolejnym konflikcie, między USA a ZSRR miałaby wygrać technologia, którą swego czasu Niemcy mieli najlepszą na świcie. Wojna to biznes, na którym się zarabia.

Więźniowie obozu Gross-Rosen wykonywali pracę między innymi dla takich firm jak Siemens Und Halke czy znany wszystkim Blaupunkt. Historia Dolnego Śląska to historia dramatów, które w pewnym momencie historii rzutowały na ogólnoświatową politykę. Szkoda tylko, że kosztem ludzi mordowanych w imię chorej i niezrozumiałej ideologii nienawiści.

 

Maciej Regewicz

Zostaw komentarz

Imię
E-mail
Comment

Polub nas