Historia do kawy – poznałem jeńca wojennego

Od kilku lat na swojej drodze spotykam ludzi, którzy chcą opowiadać i dzielić się swoimi – często tragicznymi – wspomnieniami. Ich przeżycia są bardziej przejrzyste niż książka czy film, a jednocześnie są gotowym scenariuszem na dobrą produkcję kinową. Tego, co można usłyszeć od cichych bohaterów historii, nie da się wyrzucić z pamięci…

Posłuchaj w formie podcastu: 

Historia niedocenionym nauczycielem życia

Co najbardziej fascynuje mnie w ludziach, którzy pamiętają II Wojnę Światową? O tym, co przeżyli, opowiadają często z niesamowitą lekkością. Trochę tak jakby to, co wydarzyło się w ich życiu, było czymś zupełnie normalnym. W ich oczach jednak widzę szczerość, ból, współczucie oraz tęsknotę. Wydaje mi się, że dostrzegam w nich człowieczeństwo oraz pewne wartości, które dziś niestety zanikają. Dlatego też warto o nich mówić, warto o nich pamiętać, warto przekazywać ich historię dalej i zostawiać ją dla potomnych. Pisząc o tych cichych świadkach historii, zastanawiam się, dlaczego ludzkość błądzi. Zastanawiam się też, czy faktycznie warto oceniać historię z perspektywy polityki. Czy dla zwykłych ludzi, w szeregach którejkolwiek ze stron konfliktu, zmiany na froncie były tak istotne, jak chęć przetrwania i pomoc najbliższym?

Człowiek uczy się na błędach, choć szkoda, że najczęściej dopiero na swoich. Historia to przecież dziedzina, która pokazuje nam, jakich błędów nie popełniać w przyszłości. To trochę recepta na życie w sprawiedliwości i pokoju. Chciałbym, żeby każdy z nas pamiętał te słowa i ulegał refleksjom, dzięki którym można wyciągać wnioski – z przeszłości dla przyszłości.

Bohater w podziemiach

Pana Eugeniusza Gryszczuka poznałem 19 września 2019 roku. Spotkaliśmy się w biurze podziemnej trasy turystycznej “Arado” w Kamiennej Górze. Słyszałem o nim już niejednokrotnie, bowiem nie była to jego pierwsza wizyta w naszych podziemiach. Do kamiennogórskiego muzeum przywiózł własnoręcznie wykonane modele samolotów, które produkował w trakcie swojej pracy przymusowej w III Rzeszy. Wyjątkowe modele – dzisiaj nazywam je nośnikami historii – stały się ważnym elementem kolekcji muzealnej podziemnej trasy turystycznej.

Już po pierwszej rozmowie z Panem Gryszczukiem wiedziałem, że jego historię trzeba opisać. 93-letni mężczyzna z niesamowitą pamięcią do szczegółów opowiadał mi, jak wyglądała jego przymusowa praca dla nazistów. Warto zaznaczyć, że Pan Eugeniusz do niewoli trafił, gdy miał 16 lat. Był młodym chłopakiem, który w tamtym momencie nie mógł pragnąć niczego bardziej niż wolności. Życie napisało dla niego inny scenariusz. Gdy opowiadał mi o zdarzeniach z tamtych lat, mówił z niespotykaną precyzją, pokazując mi na mapach, gdzie stały poszczególne hale produkcyjne oraz pomieszczenia gospodarcze. Synergia prostoty i inteligencji – to moja pierwsza myśl, gdy z uwagą wsłuchiwałem się w opowieść bohatera.

Triumf czerwonoarmistów i pragnienie wolności

Pan Eugeniusz Gryszczuk urodził się 19 czerwca 1926 roku w mieście Kowel na Wołyniu. Kiedy wybuchła II Wojna Światowa, miał 13 lat i wraz z rodziną mieszkał już wtedy w Horochowie na Ukrainie. Doskonale pamięta początek roku szkolnego, który nie był taki sam jak zawsze…

Już po tygodniu przerwano zajęcia w szkole. Pan Eugeniusz był wtedy chłopcem, który – jak wszystkie dzieci – chciał się bawić, uczyć i rozrabiać. Nie miał świadomości, czym jest wojna. Tym bardziej, że w pierwszych dniach konfliktu, w mieście nie działo się zbyt wiele, więc tak naprawdę wojna była czymś odległym dla wszystkich mieszkańców. Sytuacja zmieniła się 16 dni później, kiedy do Horochowa przybyli Rosjanie.

Lepsi i gorsi – czyli, jak polityka podzieliła ludzi

Pan Eugeniusz w rozmowie ze mną opowiadał o tym, jak witano czerwonoarmistów. Zrobiono dla nich bramę triumfalną. W tamtym okresie ożywiła się również działalność komunistycznych partii. Kiedy słuchałem tego fragmentu opowieści, jedna rzecz wzbudziła we mnie duże zainteresowanie. Pan Eugeniusz wspomniał, że przed pojawieniem się totalitaryzmu, wszyscy żyli ze sobą w zgodzie. Żydzi z Polakami i Ukraińcami jedli przy jednym stole, brali śluby, bawili się. Nikt nie patrzył na swoją narodowość czy wyznanie. To ówczesna polityka podzieliła tych prostych ludzi na lepszych i gorszych. Duża część z nich miała jednak świadomość, że jest to po prostu propaganda nienawiści, którą uprawiali zarówno komuniści jak i naziści.

Właśnie tę sytuację w fantastyczny sposób pokazał Wojciech Smarzowski w filmie „Wołyń”. Nie da się jednak, nie ulec wrażeniu, że „Wołyń” choć mówi o innych czasach i innych ludziach, jest też opowieścią o tym, co dzieje się dzisiaj – to kolejna lekcja historii do odrobienia.

3 lata później do Horochowa przyszli Niemcy, więc Pan Eugeniusz pamięta przemarsz wojsk radzieckich i niemieckich. Według jego opowieści niewiele zmieniło się wtedy w sposobie prowadzenia terroru, z jednym wyjątkiem. Niemcy od razu zaczęli prześladować mniejszość żydowską.

Los jeńca wojennego – loteria śmierci

Pan Eugeniusz miał wtedy 16 lat. Niemcy pojawili się w Horochowie w roku 1942. Wspólnie z rodziną i znajomymi przyglądał się maszerującym hitlerowcom. Byli uzbrojeni po zęby, mieli podwinięte rękawy od mundurów. Jeden z żołnierzy wypatrzył sobie młodego Pana Eugeniusza, wręczył mu dwie skrzynki z amunicją i kazał iść za sobą. Po przejściu pewnego dystansu, ustawiono Pana Gryszczuka obok grupy jeńców radzieckich. Tak młody chłopak pragnący wolności,  stał się “radzieckim” jeńcem wojennym.

Maszerował od obozu tymczasowego do obozu tymczasowego. Pamięta, że Niemcy szukali w grupie jeńców obywateli pochodzenia żydowskiego, polityków oraz oficerów. To trochę loteria śmierci, bo tak naprawdę wystarczył kaprys oficera, aby do domu już nie wrócić. Podczas jednej z takiej selekcji wyłoniono grupę sześciu nastolatków, w której znalazł się Pan Eugeniusz. Było to czterech polaków i dwóch Ukraińców. Z niewiadomych przyczyn wydano im przepustki i pod eskortą żołnierza puszczono wolno. Po drodze do Horochowa, nastolatkowe musieli zatrzymać się w kolejnym obozie tymczasowym. Tam Pan Eugeniusz spotkał znajomych Żydów ze swojego miasta. Prosili o przekazanie rodzinie w Horochowie informacji, że żyją. Jednak nikogo z rodziny w mieście już nie było…

Po miesiącu Pan Eugeniusz wrócił do domu. Wszy, bród, strach i głód – w tych czterech słowach zawiera się cały miesiąc niewoli. Jego rodzina myślała wtedy, że nie żyje. Przeżył – szczęście w nieszczęściu.

Hala „F”. Zawiadomienie, które zmieniło życie

Pod koniec 1942 roku do rodziny Gryszczuków przyszło zawiadomienie o obowiązkowym stawieniu się w budynku administracji. Pan Eugeniusz jako młody i sprawny fizycznie chłopak, wraz z kilkoma innymi osobami, miał wyruszyć na pracę przymusową w głąb III Rzeszy, do miasta Wittenberg.

Z dworca w Horochowie, przez Lublin, Łódź, ówczesny Glogau i Magdeburg aż do Wittenberga. Tam obóz był już gotowy. Szybko ulokowano pracowników w barakach. Na drugi dzień wysyłano pracowników do pracy. Pan Eugeniusz trafił do hali “F’. Tam produkowano samolot “Junkers Ju88”. To nie jedyna hala, w jakiej pracował. Widział samolot „Arado 234 Blitz” oraz “Messerschmitt Me 323 Gigant” w stanie surowym. Pracował przy samolotach, które docelowo miały zmienić losy II Wojny Światowej. Jako pracownik przymusowy, w zakładach „Arado Fluezgeukwerke Gmbh – Wittenberg”, spędził prawie 3 lata…

Jak Pan Eugeniusz wspomina swoją pracę? W jaki sposób traktowano pracowników przymusowych? Jak przeżył bombardowanie? Jak uciekł z obozu? Co robił po zakończeniu II Wojny Światowej?

Mam ogromną nadzieję, że na te pytania odpowiem w dużej publikacji, nad którą pracuję. To tylko fragment życiorysu bohatera. Zapraszam do śledzenia “Historii do kawy”.

Maciej Regewicz

 

Zostaw komentarz

Imię
E-mail
Comment

Polub nas