„ Historia do kawy” – szukałem skarbów

Trzymając w dłoni kopię dokumentu CIA, czuliśmy się jak ci, którzy mają go jako jedyni na świecie…

Apetyt rośnie w miarę jedzenia

Odkąd pamiętam, robiłem dziwne, szalone i bardzo często nieprzemyślane rzeczy. Czuję ogromną potrzebę odbicia się od społecznych norm i przyjętych standardów. Chciałem, aby ta „odskocznia” przyjęła najciekawszą z możliwych form. Szukałem czegoś, co pozwoli mi spełniać się zawodowo, życiowo i mentalnie. Coś w rodzaju intelektualnej rozrywki, która staje się sposobem na życie.

Drzwi możliwości otworzyły się już w liceum. Dzięki nauczycielowi historii zacząłem zgłębiać tę dziedzinę nauki. Współczesne problemy konfrontowałem z problemami z przeszłości. Dostrzegałem, że dziś wszystko ma inny wymiar niż jeszcze kilkadziesiąt lat temu. Świadomym koneserem historii stałem się w wieku 17 lat. To wtedy oprowadzałem pierwsze grupy po podziemnej trasie turystycznej „Arado” w Kamiennej Górze. Nic nie satysfakcjonowało bardziej niż rozmowy i to, że mogłem przekazać komuś wiedzę. Do dziś oprowadzanie traktuję, jak misję. Opowieści z przeszłości potrafią wywołać całe spektrum niespodziewanych emocji – od śmiechu po wzruszenie.

Młodzi wybierają się na wojnę?

Podczas oprowadzania turystów staram się propagować pacyfistyczne poglądy. Nauka może stać się punktem zapalnym wielu ważnych przemyśleń. Wśród młodych ludzi i dzieci popularna jest wizja pójścia do wojska. Wojna jest czymś, co nie wiedzieć czemu, wywołuje w nich pozytywne skojarzenia. Wizja walki i posiadania broni powoduje, że młodzi ludzie marzą o staniu w szeregach. Strzał oddany na wojnie oznacza przecież, że ktoś będzie musiał zginąć.

Pamiętam, że kiedyś oprowadzałem grupę, w której pewien chłopiec był bardzo zafascynowany  wojskiem. Mówił wprost, że chciałby iść na wojnę, że jest potrzebna. Było to mniej więcej w tym samym momencie, w którym Putin dokonał aneksji Krymu. Media pokazywały wtedy obrazy, które mówiły jedno – będzie wojna. Po trasie, chłopiec ten podszedł do mnie i podziękował za to, że uświadomiłem mu, czym tak naprawdę jest wojna. Podziękowała mi też jego mama. Było to niesamowite przeżycie. Może to trochę dziwne, ale w tym chłopcu widziałem siebie, który poszedł do liceum wojskowego z marzeniem zostania żołnierzem. W miarę czytania i rozmów szybko zrozumiałem, czym tak naprawdę jest konflikt zbrojny. To przede wszystkim biznes, który nakręca globalne gospodarki. Teraz mogę odpowiedzieć na pytanie: czy młodzi wybierają się na wojnę? Wyłącznie dlatego, że nie wiedzą, czym jest konflikt zbrojny i jakie niesie konsekwencje.

W miarę mojej kariery przewodnika coraz bardziej zacząłem interesować się przeszłością. Na swojej drodze spotkałem ludzi, którzy swoją wiedzą dzielą się ze społeczeństwem, piszą książki, są badaczami. Nie ukrywam, że to Oni byli dla mnie drogowskazem i to Oni zarazili mnie poszukiwaniem tajemnic. Apetyt rośnie w miarę jedzenia – z kolejnym zdobytym listem, kolejnym znalezionym zdjęciem, z kolejną rozmową, chciałem więcej. Wiedziałem, że w moim życiu przyjdzie moment, w którym naprawdę wyruszę na poszukiwanie prawdziwych skarbów przeszłości.

Zniszczone dokumenty. Czy naprawdę?

Czym byłyby przygody oraz spontaniczne wypady, jeśli odbywałyby się w pojedynkę. Większość z tych chwil spędziłem z przyjacielem, który podobnie jak ja wszedł na drogę tajemnic. Wierzcie mi, bardzo trudno jest ją opuścić. Postaram się to zobrazować.

Kiedy wszyscy słyszeliśmy o złotym pociągu znalezionym w Wałbrzychu, praktycznie każdy z nas wiedział, że to zbyt piękne, żeby było prawdziwe. Ale gdzieś z tyłu głowy pojawiał się obraz podziemnego tunelu, w którym stoi ogromny, pancerny pociąg załadowany po brzegi złotem i dokumentami. Każdy marzyciel oraz pasjonat widział to oczami wyobraźni. Nie mam co do tego żadnych wątpliwości.

Moim kompanem do zadań specjalnych jest Krzysiek.  Głośno zaczęliśmy mówić o podziemiach w Antonówce i o dokumencie CIA, który został sporządzony przez szpiegów, a dotyczył właśnie Antonówki. Dokument jest dostępny na oficjalnej stronie agencji, ale wierzcie mi, że trzymając jego kopię w rękach, czuliśmy się jak ci, którzy mają go jako jedyni na świecie. Niech wyobraźnia działa, przecież tylko ona nas ogranicza.

Z Krzyśkiem spędziliśmy wiele dni i nocy przygotowując się do oprowadzania po tak zwanym „Ruskim Lesie”. Ilość zdobytych materiałów nas zaskoczyła. To niesamowite miejsce! Uznaliśmy, że trzeba wyciągać wszystkie teorie na stół. Pewnego dnia zadzwonił do mnie Krzysiek. Z ekscytacją w głosie powiedział, że chce się z nami spotkać pewien mężczyzna, który ma bardzo cenne informacje związane z ukrytymi depozytami niemieckimi.  W latach 50-tych zajmował się skrytkami oraz podziemiami naszego regionu oraz rzekomo był w oddziale, który docelowo miał wszystkie dokumenty niszczyć. Czy zniszczył je wszystkie? Tego nie wie nikt. Dziś byłyby to prawdziwe skarby.

Pierwsze spotkanie i eksplozja wiedzy

Wiedza mężczyzny na temat podziemi była ogromna. Zaczął nam opowiadać i uświadamiać w jak ważnym historycznie miejscu żyjemy. Trudno jest opisać gonitwę myśli, jaka pojawiła się w głowie, najchętniej od razu zaczęlibyśmy z marszu eksplorować opisywane tereny. To od owego mężczyzny usłyszeliśmy teorie o tym, że Riese jest już znane. Wszystko, co byśmy chcieli znaleźć w sławnym „Olbrzymie”, w rzeczywistości znajduje się tu. Swoją drogą, wiele osób ze środowiska pasjonatów mówiło o tym, że nasze tereny są bardzo nieprzebadane. Z kolei zgłębiając temat Antonówki trafiłem na relację więźniów obozu Kl Gross Rossen, którzy wskazują, że to właśnie tu znajdują się zbiorowe mogiły.

Drugie spotkanie

Pierwsze spotkanie z tym człowiekiem było rekonesansem. On sprawdzał nas, a my jego. Pierwsze rozmowy miały być filarem do budowy wzajemnego zaufania. W trakcie drugiego spotkania usłyszeliśmy:

Panowie, skarb ukryty dookoła nas, jest niewspółmierny. To majątek, którego nie da się przeliczyć.

Według jego teorii Niemcy mieli ukrywać tu między innymi depozyty Banku Praskiego. Byłem zaskoczony, że nam o tym opowiada. Przecież wiedza, którą się dzieli, jeśli jest prawdziwa, może przysporzyć mu sporo kłopotów. Odpowiedź na to pytanie była równie zaskakująca, jak cała opowieść. “Wy jesteście młodzi i znacie się na tym. Ja mam 80 lat, fizycznie nie mam siły kopać. Jak coś wykopiemy to postawię sobie dom w Hiszpanii.”

Posiadamy dziecięcą ciekawości i nieograniczenie bujną wyobraźnię. Słowa mężczyzny, choć traktowane z ogromnym dystansem, wywoływały jedynie jeszcze większą fascynację historią i potencjalnymi odkryciami.  Na nasze działania nie trzeba było długo czekać.

Czy uda nam się znaleźć skarby III Rzeszy?

Kilka dni po drugim spotkaniu ruszaliśmy w teren. Mężczyzna wskazał nam miejsce, w którym według niego mogła znajdować się porcelana, zdjęcia, a nawet obrazy. Pod osłoną nocy pojechaliśmy we wskazane miejsce i zaczęliśmy szukać. Faktycznie miejsce bardzo dziwne. Na pierwszy rzut oka nie widać tam nic szczególnego, ale jak już mówiłem mamy bujną wyobraźnię.

Wpatrując się we wskazany punkt, dostrzegałem celowo zamurowane wejście, w którym faktycznie mogło być coś ukryte. Zaczęliśmy wiercić. Użyliśmy agregatu i wiertarki z długim na 50 cm wiertłem. Myślę, że w promieniu 20 km słyszeli nas wszyscy, ale nie zapomnę tego co usłyszałem od Krzyśka: „Maciek. Jak ginąć, to za skarby III Rzeszy”. Te słowa były najlepszą motywacją. Wierciliśmy długo i na zmianę, co chwile wyłączając agregat, aby zobaczyć, czy nikt nas nie widzi. Z każdym odpaleniem wiertarki mieliśmy nadzieję na przebicie ściany i dostanie się do tunelu. Miny porcelanowe, a ryzyko? Wierzcie mi, że są w życiu chwile, dla których warto ryzykować. To była ta chwila. Wierciliśmy bardzo długo i…… nic. Nie znaleźliśmy. Zupełnie nic.

Prawdziwe skarby przeszłości

Czy to, że nic nie znaleźliśmy bardzo mnie zawiodło? Nie, to było niesamowite przeżycie i na pewno nie ostatnie. Choć nie znaleźliśmy nic, to przez chwilę czuliśmy się jak poszukiwacze skarbów. Nie przesadzę, jeśli powiem, że poszukiwacze z filmów produkcji Discovery. Dzięki takim wspomnieniom rozumiem także, że prawdziwe skarby III Rzeszy to nie złoto czy obrazy. To wspomnienia, zdjęcia, listy, sztućce, biżuteria, pamiątki rodzinne, opowieści. To są skarby, które pozwalają nam odkrywać przeszłość. Powie to każdy autorytet historyczny. Warto też pamiętać, że do historii II Wojny Światowej trzeba podchodzić z dystansem a jednocześnie z ogromną pokorą.

 

                                                                                                                      Maciej Regewicz

Zostaw komentarz

Imię
E-mail
Comment

Polub nas