„Historia do kawy”: Tajne Zakłady lotnicze nazistów w Sudetach

zakłady lotnicze

Wśród wszystkich pilnych spraw, jakie spadły na mnie w pierwszych tygodniach, najpilniejsze było zrazu rozwiązanie problemu siły roboczej.”

Istotny, ciekawy i niedoceniany temat – powietrzne technologie, które miały zapewnić nazistom wygraną w największym konflikcie zbrojnym w dziejach ludzkości. Dla dowódców III Rzeszy początkowo najważniejszym założeniem taktycznym było rozwijanie wojsk lądowych oraz pancernych. W pierwszych fazach konfliktu nie skupiano się na lotnictwie tak bardzo, jak w późniejszym jego okresie. Niewiele osób wie, że bardzo dużą część tajnych biur projektowych oraz fabryk produkujących podzespoły do samolotów przeniesiono bądź budowano na terenie dzisiejszego Dolnego Śląska.

Co tak naprawdę produkowano? W jakich miastach Dolnego Śląska znajdowały się zakłady lotnicze? Czy pracowano tu nad bronią, która mogła zmienić losy II Wojny Światowej?

Zapraszam na kolejną część “Historii do kawy”.

Nagła zmiana taktyki – Albert Speer

Przez długie lata Adolf Hitler oraz Herman Goering nie przywiązywali dużej wagi do rozwijania technologii na rzecz nowo powstałych rodzajów broni nie tylko dla lotnictwa, ale też dla marynarki wojennej. W trakcie II Wojny Światowej wierzyli, że sukcesy, jakie armia niemiecka osiąga w Europie, są wystarczającym dowodem na to, że inwestowanie ogromnych funduszy w te — niegdyś słabo rozwinięte — dziedziny machiny zbrojeniowej nie mają większego sensu. Takie podejście dość otwarcie krytykował niemiecki polityk, architekt oraz zbrodniarz wojenny – Albert Speer. W swojej książce „Wspomnienia” tak odniósł się do dość konserwatywnego podejścia fuhrera do rozwoju technologicznego:

 Horyzonty techniczne Hitlera właściwie kończyły się na I Wojnie Światowej. Jego zainteresowania techniczne były jednostronne i ograniczały się do tradycyjnych broni wojsk lądowych i morskich. W tych dziedzinach stale się dokształcał i pogłębiał swoją wiedzę. Proponował też często przekonujące i pożyteczne innowacje. Niewiele jednak przejawiał zrozumienia dla wynalazków.

Są to zdania kluczowe dla zrozumienia podejściu nazistów do technologii. Wszak słyną oni z wynalazków wręcz kosmicznych. Warto jednak mieć na uwadze, że pierwotnie, w początkowych dniach wojny, raczej korzystano z patentów znanych już z wielkiej wojny okopowej – oczywiście z wieloma odstępstwami od reguły. To między innymi za dość głośnymi apelami Alberta Speera Niemcy zaczęli rozwijać technologię i eksperymentować, również z maszynami powietrznymi.

Dziennik Josepha Goebellsa

Można śmiało powiedzieć, że Niemcy czując powiew zwycięstwa od 1939 do 1940 roku zaniedbali nieco pracę nad rozwojem Luftwaffe. O tych zaniedbaniach wypowiadało się wielu wysoko postawionych członków partii nazistowskiej, ale najbardziej dosadne były słowa ministra propagandy Josepha Goebellsa, który widząc przemysłowe zaniedbania w roku 1943, napisał w swoim dzienniku:

Straszne rzeczy opowiadają mi o warsztatach samolotowych Messerschmitta. Konstruktorzy mają tam bardzo wiele, a warsztaty bardzo mało do roboty. Konstruktorzy są tak zajęci sobą, że zapomnieli zupełnie o potrzebach frontu, który od półtora roku mało co nowego otrzymał, a to, co już wysłano ze starych modeli, też niewiele było warte. Tyle błędów wykryto w konstrukcji.

Niemiecka technika zbrojeniowa — zarówno na morzu, jak i w powietrzu — była przez długi czas daleko w tyle za technologią angielską czy amerykańską. Co tak naprawdę było impulsem do zintensyfikowania prac i badań nad nową technologią? Na pewno pierwsze porażki Niemców na kilku frontach, ale przede wszystkim alianckie naloty na fabryki oraz zakłady, nie tylko lotnicze.

Casablanca

W styczniu 1943 roku odbyła się konferencja w Casablance, gdzie ustalono dalsze kroki i działania wojsk alianckich. Jednym z głównych ustaleń było zwiększenie bombardowań na kluczowe ośrodki niemieckiej gospodarki i przemysłu zbrojeniowego. Docelowo ataki te miały spowolnić produkcję, zniszczyć morale nazistów oraz maksymalnie obniżyć zdolność Niemców do walki. Alianckie bombardowania paraliżowały gospodarkę wojenną. Praktycznie co kilka dni samoloty aliantów wylatywały nad Niemcy, równając całe miasta z ziemią. 1 marca 1943 roku zbombardowano Berlin. W samej stolicy zniszczono 20 tysięcy domów, 35 tysięcy ludzi straciło miejsce zamieszkania, 700 osób zginęło. W tym dniu poderwano w powietrze 250 samolotów, które zrzuciły na Berlin 600 ton bomb! Takie działania zmusiły władzę III Rzeszy oraz dowódców do opatentowania strategii, która będzie skuteczna w walce z aliantami.

Zwiększanie produkcji stało się priorytetem

Od momentu bombardowań alianckich władze III Rzeszy nadały zakładom priorytet w zwiększeniu produkcji samolotów myśliwskich i bombowców. Dodatkowo ustalono, że zakłady lotnicze zostaną przeniesione na tereny niezagrożone bombardowaniami, a duża część produkcji będzie kontynuowana pod ziemią. W efekcie zbombardowanie zakładu naziemnego spowodowałoby niewiele szkód, ponieważ cała produkcja i tak miała znajdować się pod ziemią. Ile takich zakładów przeniesiono na Dolny Śląsk? Do dziś tak naprawdę nie wiadomo. Do dziś nie ma również pewności, które z podziemi województwa pełniły funkcję podziemnej fabryki. W roku 1943 w Ministerstwie do Spraw Uzbrojenia podjęto decyzję o przeniesieniu i utworzeniu na Dolnym Śląsku kilkuset zakładów!

Ambicje a rzeczywistość

Przez bardzo długi czas, mimo decyzji Ministerstwa do Spraw Uzbrojenia, władze na najwyższym szczeblu torpedowały pomysł relokacji oraz budowy nowych zakładów lotniczych. Przenoszenie ich, a tym bardziej budowa to inwestycja ogromna, ale też niepewna. Nie było wiadomo czy prace nad nowymi samolotami przyniosą jakiekolwiek skutki. Mało tego, nie można było przewidzieć czy maszyny prototypowe w ogóle wzbiją się w powietrze. Było to ryzyko, które dużo kosztowało. Według najwyższych władz pieniądze były potrzebne gdzie indziej. Taką postawę znów skrytykował Speer:

19 grudnia 1942 roku wydałem zarządzenie, w którym poleciłem przemysłowi zbrojeniowemu. Należy poczynić niezwłocznie przygotowania do przeniesienia ważnej dla gospodarki i zbrojeń produkcji. Ale napotkało to ze wszystkich stron opór. Gauleiterzy sprzeciwiali się organizowaniu nowych zakładów w ich okręgach, gdyż obawiali się zakłócenia panującej w miejscowościach prawie pokojowej atmosfery. Z kolei osoby odpowiedzialne za moją najważniejszą produkcję chciały uniknąć politycznych zadrażnień z władzami partyjnymi.

Polityka podzieliła nawet tych, którzy zyskali miano niepodzielnych.

Teren, który dawał dużo możliwości

Ostatecznie wszyscy zdali sobie sprawę z powagi alianckich nalotów. Wiosną 1943 roku Komisje Ministerstwa do Spraw Zbrojeń i Produkcji Wojennej penetrowały obszar województwa Dolnego Śląska. Szukano najlepszych miejsc do przenoszenia fabryk. Miały to być miejsca bezpieczne oraz takie, które zapewnią możliwie jak największą i najdłuższą produkcję. Na takie miejsca patrzono również pod kątem możliwości budowania schronów pod nimi. Do końca 1943 roku ulokowano 203 przedsiębiorstwa. W pierwszy kwartale roku 1944 pojawiło się aż 57 firm, a w drugim kwartale już 63. Tylko w regionie Wrocławskim, w połowie 1944 roku odnotowano 323 przeniesione zakłady. Oczywiście musimy pamiętać, że nie wszystkie one pracowały dla Luftwaffe.

Kształcenie narodu poprzez pracę. Czy na pewno?

Zakłady produkcyjne przenoszono głównie do hal, które w przeszłości zajmowały się tkactwem oraz szeroko pojętą branżą włókienniczą, czasem też meblarską. Hale te były duże i można było ulokować w nich urządzenia niezbędne do produkcji militarnej.  Pierwotnie pracownikami zakładów militarnych mieli być Niemcy. W myśl nazistowskiej doktryny pracy dla narodu. Zakładano, że prace takie będą wykonywać więźniowie polityczni oraz pracownicy przymusowi przywożeni z krajów podbitych. Niemal w każdym zakładzie odnotowano obecność pracowników przymusowych. Wraz ze zwiększeniem produkcji, rosło zapotrzebowanie na pracowników. Sami pracownicy już nie wystarczali. Poza tym duża część pracowników przymusowych otrzymywała pensję za swoją pracę. Skromną, bo w granicach 5-7 marek. Niestety, w późniejszym czasie do fabryk przenoszono już więźniów z obozów koncentracyjnych.  Albert Speer w „dzienniku” o problemach pracowników:

 Wśród wszystkich pilnych spraw, jakie spadły na mnie w pierwszych tygodniach, najpilniejsze było zrazu rozwiązanie problemu siły roboczej.

Słowa, wypowiedziane z ust jednego z największych zbrodniarzy, nie pozostawiają żadnych złudzeń. W tajnych fabrykach lotniczych wykorzystywano pracę więźniów i w tych fabrykach byli mordowani ludzie. Głównie z obozu Gross–Rosen w Rogoźnicy. Temat więźniów jest tak obszerny, że pozwolę zostawić go sobie na dalsze materiały.

Każde miasto Dolnego Śląska miało przynajmniej jedną fabrykę
Nr 1 – Bunzlau (Bolesławiec)

Dzisiejszy Bolesławiec – w kontekście II wojny światowej – jest niezwykle ciekawym miastem. Wcześniej opisywałem działania Wehrwolfu między innymi w tym mieście. Uchodziło ono za jedno z większych „baz wilkołaków”, okazuje się, że było ono także bardzo istotne w kwestii niemieckiego lotnictwa wojskowego.

Zacznijmy od tego, że w mieście położonym nad Bobrem, w latach 40’ powstało kilka filii obozu koncentracyjnego Gross-Rosen. Nie każda z nich była jednak przypisana do zakładów lotniczych. Do Bolesławca w początkowych latach wojny sprowadzono sporą część ludności żydowskiej. Pierwotnie mieli budować baraki oraz wykonywać prace dorywcze na rzecz nowo powstających zakładów. Jesienią 1943 roku znaczna część z nich została wykorzystana do budowy nowych hal produkcyjnych. Co ciekawe nikt z nich nie był na to przygotowany, a rozkaz budowy takich hal przyszedł niespodziewanie.  Mało tego, owe hale miały powstawać w możliwie jak najkrótszym czasie. Żydzi pracowali między innymi przy niwelowaniu gruntów w obszarach przyobozowych. Mieli stworzyć podwaliny pod budowę gruntów oraz fundamentów zakładów lotniczych. Najczęściej pracowali w warunkach tragicznych. Bez niezbędnych ochraniaczy oraz sprzętu budowlanego.

Kontrowersyjne drewniane atrapy

Jeden z takich zakładów nazywał się „Bunzlauer Holzindustrie Hubert Land” – przed wojną było to miejsce obróbki drewna. W czasie wojny zakład —  według teorii i relacji —  produkował drewniane atrapy samolotów, które miały być swego rodzaju zmyłką dla alianckich samolotów. Wokół drewnianych atrap istnieje jednak wiele kontrowersji. Do dziś nie wiadomo, czy tylko takie samoloty były tam produkowane. Sam pomysł budowy drewnianych atrap wydaje się co najmniej zaskakujący, ale o tym później.  Wiele wskazuje na to, że to właśnie w Bolesławcu produkowano między innymi skrzydła do samolotu Focke–Wulf Ta 154. Skąd taka teza? Niecałe 20 km od Bolesławca, w miejscowości Aslau znajdowała się montownia tych samolotów. Bardzo możliwe, że zakłady z Bunzlau z zakładami w Aslau były ściśle  powiązane.

Myślę, że budowa drewnianych atrap była swego rodzaju przykrywką dla faktycznych prac, jakie podejmowano w Bolesławcu. Niemcy w obawie przed bombardowaniem często maskowali prawdziwy charakter fabryk, nawet przed mieszkańcami. W czasie działania fabryk w Bunzlau sprowadzano polskich więźniów, którzy wspólnie z Żydami mieli budować kolejne hale, jednak tym razem doprowadzano do hal bocznicę kolejową. Zakład Focke-Wulf znajdował się także w bolesławieckiej hucie szkła „Karlswerk”.

Jelenia Góra (Hirschberg)

Jelenia Góra słynie ze swej lotniczej przeszłości i posiada dość bogatą historię  rozwoju lotnictwa i kultury szybowcowej. Faktycznie była miastem istotnym w tym aspekcie. Jednak tak naprawdę jeden zakład zasłynął tu najbardziej, gdyż w pewnym okresie wojny nie było samolotu, który nie posiadał urządzenia wyprodukowanego w Hirschberg. Ale zacznijmy od początku.

W samej Jeleniej Górze znajdowało się przynajmniej kilka obozów, do których przywożeni byli więźniowie z Rogoźnicy i podobnie, jak w przypadku Bolesławca, część z nich również miała  pracować w zakładach lotniczych.  Byli to więźniowie z całej Europy. Pracowali między innymi w spółce o nazwie „Optische Werke”. Jak sama nazwa wskazuje był to zakład zajmujący się optyką, jednak nie o okularach tu mowa. Wytwarzano tam szkło optyczne, które byłą wręcz niezbędnym elementem funkcjonowania lotnictwa oraz obrony przeciwlotniczej.

Jeleniogórskie zakłady „Optiche Werke GmbH” powstały 28 maja 1940 roku. Znajdowały się w miejscu byłej fabryki maszyn.  Niemcy wybudowali tam hale produkcyjne, budynki administracyjne, gospodarcze oraz mieszkania dla pracowników. Produkcja ruszyła pełną parą w 1943 roku.  Między innymi wytapiano tam szkło, a materiały do wytopu surowca składowano między innymi w specjalnie przystosowanych bunkrach. Według wielu badaczy jeden z takich bunkrów miał aż 18 silosów! Wiele wskazuje również na to, że fabryka posiadała swój podziemny magazyn. Docelowo fabryka produkowała fragmenty optyki dla wojska, soczewki do reflektorów przeciwlotniczych  oraz światła pozycyjne i sygnalizacyjne dla lotnictwa niemieckiego. Sprzęt z „Optische Werke” był obecny na wszystkich frontach II Wojny Światowej.

Tajemnicze „Askania Werke”

Oprócz fabryki optycznej wybudowano w Jeleniej Górze jeszcze jeden zakład, który do dziś uchodzi za miejsce tajemnicze. Mowa tu o „Askania Werke”.  W Monitorze Polskim z 1947 roku napisano, że w Jeleniej Górze znajdowała się filia berlińskiego zakładu, która zajmowała się cyt. „wyrobem części do przyrządów lotniczych”. Zakłady „Askania Werke Aktiengesellschaft” mają swój początek jeszcze w latach 20’. Było to jedno z największych przedsiębiorstw zajmujących się produkcją przyrządów nawigacyjnych. Firma uchodziła za sprawdzoną i niezawodną. Zyskała miano firmy, która działała w każdych warunkach, nawet wojennych. Praktycznie każdy samolot Luftwaffe miał w swoim kokpicie produkty z „Askania Werke”. To pokazuje, jak bardzo uprzemysłowiono Dolny Śląsk pod kątem lotnictwa wojskowego. Jeszcze bardziej pobudza wyobraźnię fakt, że pod koniec wojny zakłady „Askania Werke” brały udział w pracach nad tak zwaną bronią odwetową, czyli Wunderwaffe.

Firma mająca tak duże doświadczenie mogła produkować wysokiej klasy żyroskopy między innymi do bomb latających V -1 oraz pewne komponenty do 14-metrowej rakiety V2, która docelowo aż 1200 razy spadła na Londyn.

zakłady lotnicze

Temat obszerny i intrygujący, dlatego w kolejnej części cyklu opowiem o zakładach w Lubawce, Wrocławiu oraz Mieroszowie. Dziękuję za poświęcony czas.

Maciej Regewicz

Zostaw komentarz

Imię
E-mail
Comment

Polub nas