“Historia do kawy” – Wilkołaki Dolnego Śląska cz. I


1 kwietnia 1945 roku, propagandowe radio “Wehrwolf”: Nienawiść jest naszą modlitwą, a zemsta zawołaniem bojowym. Biada obcokrajowcom, którzy torturują i uciskają nasz naród, ale po trzykroć biada wywodzącym się z naszego narodu zdrajcom, którzy im pomagają.

W każdej legendzie jest ziarno prawdy

Dolny Śląsk jest niewątpliwie krainą legend i tajemnic. Od początku średniowiecza góry i lasy pobudzały wyobraźnię lokalnych społeczności. Tworzono legendy o duchach i mitycznych stworzeniach zamieszkujących te tereny. Często były to tylko opowieści zwykłych ludzi, które ewoluowały wraz z przekazywaniem ich następnym pokoleniom. Baśnie i legendy były czymś w rodzaju ówczesnych stacji telewizyjnych. Były filmem, który miał pobudzić wyobraźnię oraz pokazać potęgę matki natury. Biblia jest idealnym przykładem. To jedna wielka metafora, której celem było pokazać prostym pasterzom oraz chłopom, którzy w znacznej większości byli analfabetami, potęgę wiary i Boga. Przez całą historię ludzkości obserwowaliśmy działania  proroków i  gawędziarzy, którzy swoim talentem do przemówień potrafili przekazać w sposób wiarygodny nawet te informacje, w które trudno było uwierzyć. Niestety te z pozoru niewinne opowieści często stawały się narzędziem manipulacji i trybem w machinie propagandowej ustrojów totalitarnych. Chyba nie ma lepszego sposobu na wyłudzenie pieniędzy od gawiedzi niż postraszenie piekłem czy wiedźmą, która będzie nawiedzała ich rodziny. historia do kawyBaśnie i mity bardzo często były wykorzystywane w historii jako mechanizm sprawowania władzy. Była to część aparatu represji już w czasach starożytnego Egiptu. Bardziej wykształceni kapłani, na podstawie swojej wiedzy o kosmosie i umiejętności przewidzenia zaćmienia księżyca, potrafili przekonać ludzi do masowego składania ofiar w postaci dóbr materialnych, gdyż wmawiano im, że zaćmienie księżyca jest oznaką boskiego gniewu. W rzeczywistości kapłani stawali się dzięki temu najbogatszą kastą w społeczeństwie. “Ciemny lud wszystko kupi” – domena ludzi o zapędach dyktatorskich aktualna do dnia dzisiejszego.

Jednak w każdym micie, w każdej baśni, w każdej legendzie znajduje się ziarno prawdy. O ile duch Liczyrzepy jest dzisiaj dla nas jedynie wytworem ludzkiej wyobraźni, o tyle “Wilkołaki” obecne na terenie Dolnego Śląska od roku 1945 dziś już są faktem. Czym był “Wehrwolf”? Co było celem Wilkołaków? Czy wojna skończyła się 8 maja 1945 roku?

Zapraszam na kolejną część “ Historii do kawy”.

W obliczu klęski

8 dzień maja rok 1945. III Rzesza kapituluje i kończy się największy w historii ludzkości konflikt zbrojny w Europie. Dla wielu mieszkańców starego kontynentu był to koniec 6-letniej gehenny, masowych mordów oraz wojny, w której nie obowiązywały praktycznie żadne zasady.wehrwolf Powiew wolności był jednak bardzo złudny. O ile Europa zachodnia znalazła się pod płaszczem ochronnym Stanów Zjednoczonych, o tyle w Europie Środkowo – Wschodniej rozpoczęła się kolejna, 50-letnia okupacja Związku Radzieckiego. Przejęcie ziem przez Armię Czerwoną niewiele miało wspólnego z wyzwoleniem zmęczonej wojną ludności. W rzeczywistości była to zmiana okupanta. Od roku 1945 coraz śmielej mówiono o III wojnie światowej, która miała toczyć się między Związkiem Radzieckim a USA. Ta świadomość towarzyszyła szczególnie wielu mieszkańcom naszego regionu. Tak naprawdę wojna na dzisiejszym Dolnym Śląsku wcale nie skończyła się wraz ze śmiercią Adolfa Hitlera. Choć w trakcie II Wojny Światowej na Dolnym Śląsku nie toczyły się praktycznie żadne działania wojenne z wyłączeniem obrony Festung Breslau w roku 1945, zaraz po oficjalnym jej zakończeniu, mieszkańcy województwa byli obserwatorami działań odwetowych. Działania te miały na celu utrzymać za wszelką cenę Dolny Śląsk po stronie Niemiec.

Nienawiść wybrzmiała z radia


“A więc powstań narodzie i zerwij się burzo” tymi słowami, w obliczu klęski, Joseph Goebells wzywał Niemców do walki. Tak naprawdę dowództwo III Rzeszy zdawało sobie sprawę z klęski już w roku 1944, po otwarciu drugiego frontu. Wojna prowadzona na dwa fronty z definicji jest wojną przegraną i duża część tamtejszych generałów doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Choć do ostatnich dni przy boku Hitlera trwało wielu dowódców to byli też tacy, którzy wiedzieli, że ich przywódca nie myśli już racjonalnie i trzeba podjąć kroki, które miały ratować nie tyle państwo a poszczególne jednostki. Na przykład przed odpowiedzialnością karną za zbrodnie wojenne. Buńczuczne odezwy do narodu, jakie wygłaszano wszelkimi możliwymi kanałami propagandy już w 1944 roku miały jeden cel. Jeszcze bardziej wpłynąć na młodych Niemców, uświadomić społeczeństwo, jak ważna jest walka na rzecz Wielkiej Rzeszy Niemieckiej oraz była wstępem do formowania ugrupowania, które miało dokonywać akcji abordażowych i dywersyjnych na okupowanych według nazistów ziemiach należących do Niemców. “ Wehrwolf “ z niemieckiego wilkołak. Czyli pohitlerowskie podziemie, jakie zostało utworzone pod koniec drugiej wojny światowej. Byli żołnierze, ochotnicy, członkowie Hitlerjugend oraz fanatyczni naziści, którzy nie pogodzili się z myślą, że wojna jest przegrana, mieli “przeszkadzać” nowo utworzonym władzom polskim i radzieckim w tworzeniu struktur administracyjnych na byłych ziemiach niemieckich. Z założenia mieli być w swoich działaniach bezwzględni i stanowczy. Ich aktywność dała się we znaki szczególnie mieszkańcom Dolnego Śląska.

 

Szkoły Wodza

W roku 1944 powstawało wiele specjalnych szkół, które miały przygotować ochotników, a byli to w dużej mierze żołnierze SS, fanatycznie ogarnięci ideą nazizmu do walki na terenie wroga. Szkoły te nazywano “Fuhrerschule”, co oznaczało Szkoły Wodza. Takie placówki znajdowały się w wielu miejscach naszego województwa: we Wrocławiu, Jeleniej Górze, Kamiennej Górze, w Bystrzycy Kłodzkiej, w Wałbrzychu, Nysie, Cieszynie, Dusznikach Zdrój. Natomiast główny obóz szkoleniowy znajdował się w pałacu Friedenthal nie daleko Berlina. Zajęcia w tym miejscu prowadził między innymi okryty sławą komandos niemiecki, Obersturmbannfuhrer SS Otto Skorzeny, który odpowiedzialny był między innymi za uwolnienie Benito Mussoliniego 12 września 1943 roku.  Co ciekawe do akcji dywersyjnych szkolono również kobiety, a jedna z takich szkół znajdowała się w Karpaczu. 1 kwietnia 1945 roku z propagandowego radia “Wehrwolf”, inaugurację działań rozgłośni rozpoczął apel:

Nienawiść jest naszą modlitwą, a zemsta zawołaniem bojowym. Biada obcokrajowcom, którzy torturują i uciskają nasz naród, ale po trzykroć biada wywodzącym się z naszego narodu zdrajcom, którzy im pomagają.

W tamtym okresie żaden Niemiec nie pogodził się z myślą, że Dolny Śląsk nie jest już ich. Wielu z nich wzięła te słowa do siebie bowiem zostawili tu wszystko, łącznie z ukrytymi skarbami, ale skarby “Wilkołaków” to temat na kolejny materiał.

Do końca wierni Fuhrerowi

W myśl wypowiedzianych przez nazistowskiego ministra propagandy, Josepha Goebbelsa słów  “ A więc powstań narodzie i zerwij się burzo”. Rozpoczęto przygotowania do uformowania nowej, fanatycznej organizacji. W trakcie szkolenia “Wilkołaki” uczyły się podstaw saperskich, działań abordażowych, uczono ich produkcji materiałów wybuchowych. Mieli umieć posługiwać się niemieckim uzbrojeniem, uczono ich zacierania śladów swojej obecności, łączności, sztuki kamuflażu, tworzenia podziemnych skrytek. Prowadzono także lekcje z języka rosyjskiego i polskiego. Działalność “Wehrwolfu” miała nie tylko ograniczać się do fizycznej walki, uczono także sposobów przedostania się w struktury państwowe wroga. Jest wiele potwierdzonych przypadków działalności “Wilkołaków” w strukturach administracyjnych nowej władzy ludowej. Do tego tematu będziemy jeszcze wracać.

Przysięga zemsty

Co szalenie ciekawe, instruktorzy w szkołach “Wehrwolfu” czerpali swoją wiedzę często z wrogich ruchów oporu. Wzorem takiej właśnie konspiracyjnej działalności było dla nazistów Polskie Państwo Podziemne oraz Francuski Ruch Oporu. Docelowo partyzanci mieli stać się fachowcami od tak zwanego “małego abordażu”. Cykl szkoleniowy kończyła przysięga. Jej treść brzmiała: “ Musimy trzymać się razem, aż do przewrotu w imieniu mas, kiedy wróg zło uczynił, powinniśmy się za to mścić”. Po ukończeniu szkolenia, partyzantów zaopatrywano w niesamowicie dokładnie podrobione dokumenty oraz budowano im nowy życiorys. Jeden miał być dezerterem z Wehrmachtu, inni mieli być zagorzałymi przeciwnikami nazizmu.

Przygotowanie nowego pola walki

Tak jak mówiłem we wcześniejszych materiałach – Dolny Śląsk to mrowisko. Ilość podziemi budzi respekt i pobudza wyobraźnię. Choć faktycznie nie ma żadnego dokumentu określającego charakter takich kompleksów, to pewne rzeczy można rozumieć poprzez logiczne myślenie. Niemieckie wojsko zawsze starało się wybiegać działaniami taktycznymi w przód. Dowództwo kierowało się zasadą “ Co by było, gdyby plan A nie wypalił.”  Niemal zawsze istniał plan B. Jeśli nie działał plan B, to był plan C, a w ostateczności bardzo przemyślany kontratak na pozycje wroga. Tak też myślano pod kątem nowych, partyzanckich działań wojskowych. Już jesienią 1944 roku rozpoczęto pracę nad podziemnymi magazynami, w których miały być ukrywane zapasy dla “Wilkołaków”. Broń, amunicja, środki łączności, żywność oraz medykamenty były ukrywane w podziemiach tego województwa na wypadek przejęcie terenów przez Armię Czerwoną. Niemcy w pewien sposób byli na to przygotowani. Choć środki finansowe oraz zasoby ludzkie nie pozwalały na stuprocentowe zaangażowanie wszystkich możliwych sił na Dolny Śląsk. Działania odwetowe miały odbywać się praktycznie w całej Europie a pod koniec wojny trzeba było skupić się także na obronie terenów rozjeżdżanych przez gąsienice czołgów rosyjskich i amerykańskich. Mimo to stworzono tu bardzo pokaźną sieć korytarzy a część z nich miała być właśnie jaskiniami “ Wilkołaków”. Wiara w odzyskanie Dolnego Śląska towarzyszyła niedbitkom do ostatniego pojmanego partyzanta. Choć zapewniono podstawowe środki do działalności partyzanckiej to docelowo “Wehrwolfowcy” mieli potrafić zdobywać zaopatrzenie od wroga. Tu miało obowiązywać zasada – żadnych skrupułów. Napady na ludność polską, ataki na konwoje oraz rabunki. Te działania miały zapewnić niezbędne rzeczy do prowadzenia działań wojennych.

Działania mrożące krew w żyłach

Rozmawiałem kiedyś ze starszą mieszkanką Jeleniej Góry, która od roku 1945 była właścicielką małego gospodarstwa. Oprócz uprawy roślin prowadziła  także trzodę chlewną. Pewnego dnia w nocy usłyszała przerażające wycie zarzynanej świni. Wybiegła na zewnątrz i zobaczyła tylko krew zwierzęcia. W oddalonym o kilkanaście metrów lesie ujrzała uciekających mężczyzn. Po chwili pojawił się pojazd MO, który zaczął wjeżdżać do lasu, w pogoni za podejrzanymi osobnikami. Padły strzały a z lasu słychać było niemieckie “Hilfe” – pomocy. To nie jedyna taka historia. Jako 18 latek pamiętam jak pewien starszy Pan powiedział mi, po tym kiedy oprowadziłem go po podziemiach Arado w Kamiennej Górze, że jeszcze na początku lat 50 – tych ludzie bali się wieczorami chodzić do lasu. Dziwnie umundurowani mężczyźni napadali na młyny okradali gospodarstwa, kradli kury, prześladowali ludność polską. Takie sytuacje naprawdę miały miejsce. Często na domach polskich rodzin, widniały napisy z hasłem “ Jeszcze tu wrócimy”, czy “ Polskie świnie won z Niemiec”. Ludność niemiecka otrzymywała propagandowe ulotki, w których zachęcano do podejmowania działań przeciwko polakom oraz wspierania nazistowskich bojówek. ”Wilkołaki” przywiązywały bardzo duża wagę to siania propagandy. Kolportacja ulotek była ich podstawowym zadaniem. Wywieszanie flag ze swastyką na budynkach administracyjnych na budynkach administracyjnych, szkołach były na porządku dziennym. Obserwowano takie działania między innymi w Lubomierzu i we Lwówku Śląskim. Z kolei babcia mojego przyjaciela wprost mówiła, że ludzie naprawdę bali się faszystowskiej hołoty, która cały czas jest tu obecna.

Wilkołaki narzędziem nowej propagandy

Faktem jest, że nazistowscy fanatycy byli na tych terenach obecni jeszcze długo po wojnie. Faktem jest również to, że bardzo się ich bano. W rzeczywistości duża część z nich została bardzo szybko złapana. Praktycznie całe komórki “ Wehrwolfu “ rozbijano już na początku roku 1946. Mało tego praktycznie wszyscy złapani, pod wpływem komunistycznych tortur wydawali swoich kolegów z innych miejscowości. Władza ludowa krok po kroku wyłapywała niedobitków, jednak mimo wszystko utrzymywała pamięć o nich w ogólnej propagandzie. Wbrew pozorom istnienie faszystowskiej organizacji było komunistom na rękę. Działalność “Wilkołaków” obnażała bowiem prawdziwe intencje ludności niemieckiej, korzystnie wpływała na wyrażane zdanie o przesiedleniach. W sposób bardzo sprytny, pod płaszczykiem walki z faszystami zdobywano przychylność społeczeństwa. Mało tego tajni współpracownicy mogli bardzo łatwo oskarżyć niewygodną jednostkę mówiąc, że działą w “ Wehrwolfie”. Wystarczyło, że ktoś był księdzem pochodzenia niemieckiego. Kilka wymyślonych donosów i w prosty sposób pozbywano się reprezentanta niewygodnej dla czerwonego sytemu ideologii…

Do konkretnych akcji Wehrwolfu, do struktur i do aktywności oddziału w poszczególnych miastach będziemy jeszcze wracać. Temat jest bardzo obszerny.

Mam nadzieję, że smakowała Ci kawa i wspólnie wkroczymy na drogę prawdziwych tajemnic Dolnego Śląska. Jeżeli temat Wilkołaków Cię zainteresował, już teraz zapraszam na kolejną część “Historii do kawy”. W zakładce Artykuły znajdziesz również poprzednie teksty, w których przybliżam czytelnikom temat II wojny światowej. Dziękuję za uwagę.

                                                                                                          Maciej Regewicz

 

Zostaw komentarz

Imię
E-mail
Comment

Polub nas