„Historia do kawy” – Wspomnienia z kartofliska

Na każdym polu był oficer, kilku żołnierzy i tłumacz. Pracy towarzyszył strach i lufy karabinów…

Posłuchaj w formie podcastu: 

Przez przypadek zostałem niemieckim żołnierzem

Panią Janinę Zarzycką poznałem rok temu. Było to spotkanie nieplanowane, które na długo zostanie w mojej pamięci. Rozmowę z bohaterką mogę porównać do wyjątkowego telefonu, który odbieramy, jak jeden z wielu, a później odkładamy słuchawkę i zastygamy w celu zebrania myśli. Takie było spotkanie. Wspomnień nie da się wyreżyserować.

…a zaczęło się właśnie od telefonu

Zadzwonił do mnie wnuk Pani Janiny. Na co dzień nie mieszka w Polsce. W tamtym momencie przebywał w Pisarzowicach, u babci. To człowiek wielu talentów, który właśnie rozpoczynał przygodę z kręceniem filmów. Zapytał, czy wezmę udział w kilku scenach dokumentu, w którym chce pokazać, czym w jego oczach jest wojna. Potrzebował ochotnika do roli żołnierza niemieckiego. Zgodziłem się. W myśl czerpania radości z nowego doświadczenia, licząc na przygodę, postanowiłem pomaszerować na plan filmowy, jak na żołnierza przystało.


Jeszcze w trakcie rozmowy telefonicznej dowiedziałem się, że babcia filmowca od początku 1945 roku mieszka w Pisarzowicach. Moja pasja do podziemi przełożyła się na poszukiwania mieszkańców regionu, którzy pamiętają czas wojny. Liczyłem na to, że świadkowie historii opowiedzą mi coś więcej o podziemiach oraz o przesiedleniach ludności niemieckiej. Moja ciekawość związana była z pracami poszukiwawczymi w jeleniogórskich podziemiach, w których brałem udział. Pani Janina zgodziła się ze mną porozmawiać. Niemałe zdziwienie wywołała we mnie również prośba bohaterki – miałem pojawić się w mundurze niemieckiego żołnierza.

Bałem się reakcji

Po nakręceniu kilku ujęć do filmu, wnuk Pani Janiny zaprosił mnie do pięknego, malowniczego domu swojej babci. Wszystko w tamtym momencie było wyjątkowe. Na co dzień przecież nie wcielam się w rolę niemieckiego żołnierza, a teraz przy okazji miałem na sobie też mundur, który w mgnieniu oka mógł przywoływać traumatyczne zdarzenia w pamięci starszych mieszkańców.

Zostałem poczęstowany herbatą i w tych niecodziennych okolicznościach poznałem bohaterkę opowieści – Panią Janinę. 90-letnia, przemiła kobieta zobaczyła mnie w mundurze charakterystycznym dla wojennych oprawców. Czułem niepokój przenikający się z pewną dozą ekscytacji i niepewności, tymczasem otrzymałem komplement. Pani Janina powiedziała, że wyglądam… ładnie. Nie pozostało nic innego, jak uśmiechnąć się i podziękować. Kto wie, może do twarzy mi w mundurze, może Pani Janina starała się być po prostu miła. Kontekst historyczny hitlerowskiego umundurowania raczej rzadko spotyka się z sympatią.

Rozmowa o podziemiach to wyrok śmierci

Piłem herbatę i notowałem w pamięci szczegóły opowieści. Rozmowę kierowałem na pytania o to, jak mieszkańcy regionu rozmawiali wtedy o podziemiach. W 1945 roku nie były przecież tajemnicą. Wszyscy mieszkańcy o nich wiedzieli.

Pani Janina przyznała, że o tajemniczych tunelach rozmawiano między sobą po cichu. Nie dało się inaczej. Za głośnie mówienie groziła wywózka, a nawet kara śmierci. Tutaj okupacja niemiecka niczym nie różniła się od radzieckiej. W trakcie wojny przy podziemiach widziano hitlerowców, natomiast na początku maja 1945 roku, przy podziemiach obecni byli już Rosjanie. Co tam robili? Nie wiem tego ani ja ani Pani Janina. Mieszkańcy mówili, że to właśnie w okolicznych podziemiach Niemcy ukrywali skarby, których później szukali Rosjanie. Ciężko z perspektywy czasu stwierdzić, czy tak było.

Ludzkie oblicze wojny

W rozmowach ze starszymi ludźmi staram się być ostrożny. Szanuję wiedzę, jaką mi przekazują i czas, jaki poświęcają. Weryfikuję informacje również z innymi mieszkańcami. Opowieść Pani Janiny to prawdziwa historia.

Po dłuższej rozmowie o podziemiach w oczach Pani Janiny widoczny był smutek. Chciała coś jeszcze powiedzieć. Ludzie, których spotykam, zazwyczaj chętnie rozmawiają. Odnoszę wrażenie, że mają nam dużo do powiedzenia a niestety coraz mniej czasu. Teraz też miałem wrażenie, że moment ciszy staje się najważniejszym momentem opowieści. Cisza równie mocno niepokoi co uspokaja. Niesie emocje – wszystkie, jakie tylko można sobie wyobrazić. Ciszę można zamienić w treść, ale treści w ciszę nigdy.

Pani Janina przerwała milczenie i patrząc mi w oczy, opowiedziała dlaczego tak spokojnie – z niebywałą wręcz sympatią – zareagowała na mundur. Bałem się, że widok swastyki na mundurze, dla osoby, która pamięta tamte dni, wywoła negatywne wspomnienia. Dla wielu weteranów to wyłącznie mundur zbrodniarzy, morderców i oprawców. W przypadku Pani Janiny mundur wywoływał jedno wspomnienie. Wspomnienie, które w czasie wojny i jeszcze długo po niej, dawało nadzieję, pozwalało dostrzec ułamek człowieczeństwa w sytuacji, w której tego brakowało najbardziej.

Wspomnienie z kartofliska

Rok 1945, Pani Janina ma 17 lat, pracuje na pobliskim polu ziemniaków. W tamtym czasie wiele pól uprawnych było pod kontrolą wojska niemieckiego. Żywność również w większości trafiała do żołnierzy. Z opowieści Pani Janiny wynika, że na każdym takim polu był oficer, kilku żołnierzy oraz tłumacz języka polskiego. Nie trudno się domyślić, co musieli czuć ludzie pracujący pod lufami karabinów. Tak właśnie pracowała nasza bohaterka. Na kolanach, w słońcu i w deszczu, kilka godzin dziennie. Nikogo nie obchodziło w jakim stanie są ludzie, którzy od kilku godzin pracują nieustannie w strachu i złych warunkach. Odbieranie godności nie było niczym nadzwyczajnym. Jedyną rzeczą, jaka wtedy liczyła się dla oficera to szybkość i jakość pracy. Nawet to nie mogło spotkać się z uznaniem.

Dlatego kiedy do Pani Janiny podszedł niemiecki oficer, była przekonana, że zrobiła coś złego, niepoprawnego. Właściwie była pewna, że za moment spotka ją krzywda. Bała się, bo wtedy wszystko zależało od kaprysu oficera. Kolejna loteria.

Oficer przyglądał się jej uważnie. Patrząc w oczy, powoli podwinął rękawy munduru i kazał jej odpocząć. Tłumacz obecny na miejscu wyjaśnił zdezorientowanej Pani Janinie ten nietypowy rozkaz. Owy oficer miał 17-letnią córkę, która była łudząco podobna do Pani Janiny. Widząc na twarzy młodej dziewczyny zmęczenie, postanowił dać jej odpocząć i zaczął pracować za nią, tak jakby pomagał swojej córce. Pani Janina opowiadała mi tą historię ze łzami w oczach, kończąc swoją wypowiedź zdaniem:

„Widzi Pan. My wszyscy wiedzieliśmy, że Niemcy są źli, że nas mordują i niszczą nasz kraj. A ja wśród tylu milionów złych znalazłam jednego dobrego…”

Ludzkie oblicze wojny

Przez chwilę milczałem. Pewnie pamiętacie – to jak odebranie jednego z wielu telefonów, aby za moment odłożyć słuchawkę i móc pokonać gonitwę myśli, która pojawia się w głowie. Klatka po klatce przewijają się obrazy, wyobrażenia, emocje. W podręcznikach do nauki historii wszystko jest czarno-białe. Ten jest dobry, ten zły. Można wręcz wskazać palcem, wypisać plusy i minusy, opowiedzieć się za jedną ze stron i zamknąć historię na zawsze. Rzeczywistość wygląda inaczej. Każdy człowiek rodzi się i pisze swoją historię opartą na doświadczaniu i wspomnieniach. Wtedy kreowanie własnej rzeczywistości było czymś niemożliwym. Nie próbuję wybielać hitlerowców. Warto jednak stanąć po tej drugiej stronie. 17-letni chłopak dostaje wezwanie do wojska, wszyscy wokół poddawani są permanentnej propagandzie. Życie w manipulacji staje się koniecznością, nie wyborem.

Tym bardziej wyjątkowe jest to, że Pani Janina, mieszkanka Pisarzowic potrafiła dostrzec pierwiastek dobra w człowieku, który reprezentował zbrodniczy system. To trochę tak jakby mu wybaczyła. Każdy powinien nauczyć się wybaczać. Pamiętać, ale wybaczać i uczyć wybaczania przyszłe pokolenia.

Maciej Regewicz

 

Zostaw komentarz

Imię
E-mail
Comment

Polub nas