Wspomnienia Milesa Byrne’a – fragment

Wspomnienia Milesa Byrne'a

…16 sierpnia generał Puthod przeszedł ze swoją dywizją do obozu pod Złotoryją i pozostał tam 17 sierpnia. Kolejnego dnia przed świtem, wyszedł z obozu i skierował się na Lwówek. Tuż za dywizją postępowała lekka kawaleria wroga, jednak w małej sile. Cały czas dochodziło do drobnych potyczek. Wieczorem tegoż dnia, dywizja dotarła do Bobru koło Lwówka. Brygada, w skład której wchodził regiment irlandzki, dowodzona przez generała Vacherau, biwakowała nad brzegiem rzeki, tuż koło miasta. Generał Puthod z drugą brygadą i parkiem artyleryjskim – po drugiej stronie rzeki.     

O brzasku 19 sierpnia generał Lauriston przybył do obozu i kazał brygadzie odmaszerować około 2 kilometrów od miasta. Trzem regimentom: 134, 143 i irlandzkiemu nakazał ustawić się batalionami i sformować czworobok, na czele którego znalazł się regiment irlandzki. Ledwie rozkaz udało się wykonać, gdy pojawiła się wroga, liczna kawaleria. Była to spora niespodzianka dla Lauriston’a, który nie wiedział, że Blücher, wbrew traktatowi rozejmowemu, już 14 sierpnia zajął Wrocław i Jawor, czyli miasta które w myśl traktatu (zawartego w Pielaszkowicach) były neutralne. Lauriston natychmiast posłał po dywizję generała Rochambeu’a. Jednak nim udało jej się dotrzeć, nieprzyjaciel zdążył przepuścić wściekłą szarżę na owe trzy czworoboki.  

Generał Vacherau wraz z adiutantami schronił się w czworoboku tworzonym przez regiment irlandzki, któremu udało się odeprzeć kilka szarż. Nieprzyjaciel widząc, że nie jest w stanie rozerwać czworoboków, sprowadził baterię artylerii. Ostrzał kartaczami i kulami wyrządził sporo szkód, jednak każdy wyłom w szeregu był natychmiast zastępowany nowymi ludźmi. Kawaleria – mimo wsparcia armat – pozostała bezradna. Lauriston posłał swego adiutanta do pułkownika Lowless’a z rozkazem, by ten wycofał się do niewielkiego lasku i przyległego doń gospodarstwa, pół mili z tyłu. Regiment wykonał rozkaz z zimną krwią i bohaterstwem, strzelając salwami co dwie minuty, aż ukrył się wśród drzew, które już chroniły przed kawalerią. Wtedy na pole bitwy przybyła dywizja Rochambeu’a wraz z artylerią i kawalerią, które pobiwszy nieprzyjaciela, odrzuciły go dobre 8 kilometrów. 

Tego dnia regiment irlandzki mocno ucierpiał. trzystu ludzi zostało rannych lub zabitych. Czterech oficerów poległo: major Tennant, kapitan Evans i porucznicy Osmond i Mac Cauley. Ośmiu oficerów odniosło rany, spośród nich major Ware i inni – kapitan Parrott, Ecart, porucznicy O’Brien, Elliott, Brown, Wall i Petters.      

Koń pułkownika Lowless’a został ranny. W tym samym czworoboku ubito konia generała Vacherau. Sam generał o mały włos nie stracił życia. Porucznik Saint-Lager wziął go na ramiona i przerzucił przez mur okalający gospodarstwo, za którym obaj się skryli, ledwie uchodząc przed szarżującą kawalerią. Porucznik Elliott nie zdążył tego dokonać i zginął od szabli. Major Tennant został rozerwany na dwa kawałki: kula armatnia trafiła go w pas, który niczym nóż rozciął go na pół. W pasie tym miał ukryte pieniądze. Żołnierze wykopali bagnetami grób, a gdy składali do niego zwłoki, wysypały się złote monety i resztki złotego zegarka. Sierżant Costello, który został odznaczony przez marszałka Neya 26 maja za atak koło Legnicy, stracił w tej potyczce rękę. Oficerowie, którym udało się ujść z życiem byli poranieni, a ich mundury ociekały krwią i mózgami swych kolegów ubitych ogniem kartaczy. Biedny Tennant właśnie wydawał rozkazy zwarcia szeregów i wypełnienia wyłomów w linii, gdy poległ. Jego koń, czując że stracił jeźdźca, przecwałował przez szereg, wywołując kolejny w nim wyłom. Regiment irlandzki powrócił na noc dokładnie w to samo miejsce, skąd rankiem tego dnia wyszedł w bój i biwakował znów na brzegu rzeki. Nazajutrz, rankiem 20 sierpnia, nakazano ruch w tył. Generał Puthod trzymał regiment irlandzki przy sobie około 2.5 km od Lwówka; reszta jego dywizji biwakowała na polach. 21 sierpnia pułkownik Lowless dostał rozkaz trzymać regiment w pogotowiu do przeglądu przed Napoleonem, którego się spodziewano tego dnia.

Nie natknąwszy się na Austriaków koło Zittau przy granicy czeskiej, Cesarz wykonał gwałtowny zwrot w kierunku Macdonalda, by wesprzeć jego wojska i około godziny 13 sam wjechał do Lwówka. Natychmiast nakazał powszechny atak, a regimentowi irlandzkiemu przejść przez młyn, który stał centralnie na środku rzeki, jako że mosty zniszczono dnia poprzedniego. Miasto było wciąż ostrzeliwane przez wrogie baterie. Pod tym przerażającym ogniem pułkownik Lowless poprowadził swój regiment w bój, salutując cesarzowi, który akurat stał konno na drodze wiodącej ku rzece. Cesarz był otoczony sztabem wraz z królem Neapolu. Gdy Lowless zobaczył, że grenadierzy i większość regimentu już przeszli przez młyn, rzucił się przez rzekę i stanąwszy na czele regimentu poprowadził go do ataku. Zrobił raptem kilka kroków, gdy kula armatnia z baterii pilnującej przeprawy urwała mu nogę. Sześciu grenadierów przyniosło rannego Lowless’a do miasta na jakichś drzwiach. Napoleon widział to i przysłał mu swego chirurga, barona Larrey’a, aby ten osobiście przeprowadził amputację. Później przysyłał go, by dowiadywał się o zdrowie pułkownika, tak samo uczynił król Neapolu.

W skutek niezdolności Lowless’a do dowodzenia, dowództwo regimentu objął major  Ware, zaś kapitanowie Byrne i Saint-Leger objęli dowództwo batalionów jako starsi kapitanowie. Regiment nieustannie szedł na czele dywizji do ataku, aż mrok wieczora nie zakończył bitwy. Wtedy rozłożono się na noc na wsi, jakieś 20 km od Lwówka. Generał Puthod był tak zadowolony, że obiecał pochwalić wszystkich przed Cesarzem, gdy tylko nadarzy się okazja; Ware’owi obiecał awans na pułkownika; widząc jego rany, prosił go o zatrzymanie się w jakimś spokojnym miejscu do czasu, aż się zabliźnią, jednak Ware podziękowawszy mu za troskę, oświadczył, że nic nie powstrzyma go przed dosiadaniem konia i dalszym prowadzeniem w bój regimentu. Generał usłyszawszy te słowa, nie nalegał dalej.

Wojsko, które przybyło wraz z Cesarzem, nie brało udziału w walce. Już sama obecność jego osoby sprawiła, że korpusy Macdonalda i Lauristona – około 60 tysięcy ludzi – pobiły Blüchera i Langerona ze stu tysiącami żołnierzy piechoty i dwudziestoma tysiącami żołnierzy kawalerii. Generał Maison tego dnia został ranny. Gwardia oraz korpus Marmonta biwakowały nad Bobrem koło Lwówka i nie ruszyły dalej, lecz 22-go odeszły wraz z Cesarzem do Drezna przez Bautzen, gdzie dotarły 26-go, w sam raz na bitwę, jaka się tam odbyła.

22 sierpnia V korpus dowodzony przez Lauristona atakował wroga dowodzonego przez Blüchera, który koncentrował siły wokół Złotoryi, gotując się do bitwy. 23 sierpnia o brzasku jego wysunięte posterunki zostały zaatakowane, a zaraz potem na całej linii ruszył generalny atak. Dywizja Puthod, z regimentem irlandzkim na czele, miała rozkaz zdobyć ‘wzgórze złotoryjskie’, na którym lewe skrzydło nieprzyjaciela miało swe główne oparcie. Tej silnej pozycji broniła rosyjska piechota: odważna i zdeterminowana. Francuzi dwa razy zdobywali wzgórze i dwa razy byli zeń spychani. Do trzeciego szturmu Puthod wysłał wszystkie swe rezerwy i ostatecznie zajęto je po wielkiej rzezi.

Można by jej uniknąć, gdyby dywizja Rochambeau obeszła wzgórze z lewej flanki, ale to zajęłoby za dużo czasu i nie odniosłoby takiego efektu psychologicznego, jak nagłe zdobycie go. Gdy w centrum wrogich wojsk i na prawym skrzydle dostrzeżono, że lewa flanka została zmuszona do odwrotu, inni postąpili tak samo. Poza tym Francuzi po zajęciu wzgórza uderzyli tak mocno, że wróg nie mógł się już oprzeć, jego przewaga w kawalerii sprawiła, że odwrotu dokonano w największym porządku. Następnie, jak zwykle, noc położyła kres walkom. Regiment irlandzki utracił znów sporo dzielnych żołnierzy, kilku oficerów odniosło rany. Kapitan Jackson dostał się do niewoli na szczycie wzgórza i został niemal obdarty do naga, jego notatnik znaleziono pośród trupów, które były nagie i zmasakrowane, często z odstrzelonymi twarzami. Myślano, że Jackson był jednym z nich. Dopiero rok później kapitan odnalazł się cały i zdrowy, powróciwszy z rosyjskiej niewoli. Pod majorem Ware’em znów ubito konia, generał Vacherau poległ na samym początku akcji, na czele regimentu irlandzkiego atakującego wzgórze. Pułkownicy Scibe i Aubert – obaj z dywizji Puthod- otrzymali szlify generała brygady na stoku Wilczej Góry. Aubert był ranny, gdy dostał awans.

Odrzuciwszy wroga o 5 km od pola bitwy, dywizja biwakowała na równinie. Generał Puthod trzymał regiment irlandzki koło siebie jako ochronę, a następnego dnia – 24 sierpnia podał majora Ware na pułkownika, a kapitanów Byrne’a, Saint-Leger’a, Allen’a i O’Reilly na szefów batalionów. Wnioskował też o 11 krzyży Legii dla regimentu i krzyż oficerski dla kapitana Parrott’a, który już miał krzyż kawalerski. Generał Lauriston poparł te wnioski jak najmocniej i zapewnił, że zostaną natychmiast zaakceptowane przez Cesarza. Dywizja została na biwaku przez cały dzień 24 sierpnia. Urządzono wzruszającą ceremonię pochówku generała Vacherau’a. Rano wykopano grób, cała brygada wystąpiła pod bronią. Generał Puthod wygłosił wzruszającą mowę, przywołując całą karierę wojskową dzielnego towarzysza. Vacherau miał 6 dzieci.

Macdonald wiedząc, że Blücher zajął silną pozycję koło Jawora, podjął kolejną próbę rozbicia go i zaryzykował nową bitwę. 25 sierpnia jego armia znów ruszyła naprzód. 26-go zaatakował linie wroga z dużym powodzeniem, dopóki silny deszcz całkowicie nie wyeliminował z gry karabinów. To dało przeciwnikowi – dysponującemu przewagą kawalerii – potężny atut.

Generał Puthod dostał rozkaz iść ze swą dywizją w góry, by zajść wroga z lewej flanki. Trafił jednak na potężne trudności w transporcie artylerii z powodu grząskich gruntów. 27 sierpnia usłyszał o katastrofie Macdonalda koło Jawora i nad Kaczawą. Natychmiast zawrócił na Jelenią Górę, gdzie zobaczył, że Bóbr wylał na kilkaset metrów w każdą stronę i z trudem znalazł miejsce na nocleg. Następnego dnia kontynuował marsz w stronę Lwówka, gdzie liczył połączyć się z V korpusem. Był wciąż atakowany przez wrogą kawalerię, jednak zmuszał ją do ustąpienia z drogi i prawie nie tracił ludzi w tych utarczkach. Mimo fatalnych dróg i nieustannego deszczu, artyleria była ciągle gotowa, by rozpędzać przeciwnika, gdy tylko usiłował zastąpić drogę. Jednakowoż ludzie i konie byli już wyczerpani brakiem jedzenia i odpoczynku. Gdy generał dostrzegł dogodną pozycję, kazał rozłożyć biwak  jakieś 10 km od Lwówka. Spodziewał się jakichś informacji od Macdonalda. Lecz jedyne co słyszał, to eksplozje jaszczy amunicyjnych, zwiastujące klęskę Macdonalda.

Rankiem 29 sierpnia, Puthod skierował swą dywizję na Lwówek, mając rozlany Bóbr po swej lewej, po prawej zaś wroga w dużej sile. Widząc wszystkie mosty zniesionymi i nie mając szans na wzniesienie nowych, zajął najlepszą pozycję jaką mógł i tak z dywizją zredukowaną do 6 tysięcy ludzi oraz 12 armat, bronił się od 8 rano do 16:30 przed 40 tysiącami Rosjan i Prusaków. Regiment irlandzki był wciąż zaangażowany. Kapitan Burke bronił wioski na lewej flance przez cały dzień i otrzymał od generała najszczersze pochwały. Został zabity tuż pod koniec bitwy, tak samo jak prawie wszyscy jego ludzie. Generał Puthod doznawał cudów nieustraszoności i zimnej krwi w czasie tych krytycznych chwil. Poziom rzeki miast opadać, rósł. Z miasta nie było widoków na jakąkolwiek pomoc, choć Westfalczycy próbowali klecić jakąś przeprawę. Wroga armia otoczyła dywizję linią w kształcie półksiężyca, którego oba krańce dotykały rzeki. Nie było, gdzie się cofać. Generał w środku swej dywizji walczył, aż nie wystrzelono ostatniego naboju. Lecz nawet, gdy ogień już ustał, nieprzyjaciel dłuższą chwilę nie miał śmiałości, by uderzyć. Kiedy jednak 30 tysięcy ludzi ruszyło do szturmu na bezbronnych, jedynie nieliczni, umiejący pływać, mogli próbować szukać ocalenia. Generał Scibe, który dosiadał wspaniałego wierzchowca, wjechał w nurt rzeki, lecz prąd utopił obu. Major Ware zeskoczył z siodła i sam dopłynął na drugi brzeg. Koń utonął, tak samo jak inne konie, które porwał silny nurt.

Wielka liczba ludzi potopiła się, usiłując przepłynąć rzekę, jednakże 150 z całej dywizji udało się ujść zagładzie. Z regimentu irlandzkiego ostało się 8 oficerów i 30 żołnierzy, w tym major Ware i chorąży, który ocalił pułkowego orła. Gdy przepłynęli główny nurt, musieli jeszcze brodzić po rozlewisku przez kilkaset metrów, stanowiąc świetny cel dla wrogich strzelców. Wielu odniosło rany właśnie wtedy. Gdyby wróg nie był zajęty rabowaniem jeńców, zapewne nikt by nie ocalał. Dzielny generał Puthod i reszta jego dywizji, za wyjątkiem tych co uciekli na drugą stronę, dostali się do rosyjskiej niewoli.

tłum. Jakub Hermanowicz – autor książek: “Kampanie wojny siedmioletniej na ziemiach polskich, “Wojna śląska 1740-1742”, “Napoleon na ziemiach polskich. Przewodnik historyczny”. Twórca kanału Tropem Wojen.

Zostaw komentarz

Imię
E-mail
Comment

Polub nas