Jak to ze lnem naprawdę było

“W Śląsku wszystko przędzie, co tylko żyje. Tak w miasteczkach, jako też i po wioskach, kołowrotek i wrzeciono, są to narzędzia, bez których żadne się gospodarstwo nie obchodzi” – napisał o obróbce lnu w połowie XIX wieku polski agronom, prof. Michał Oczapowski.

Mniej więcej w tym samym czasie Andersen opublikował swoją baśń „Len”. Sudety przeżywały wówczas okres burzliwych przemian gospodarczych. U schyłku była epoka tkactwa ludowego, zaczynał się czas wielkich inwestycji przemysłowych – budowy maszynowych przędzalni i tkalni, które odmieniły życie ludzi w wielu miejscowościach. Zmieniały się techniki, ale pozostał surowiec – niepozorna roślina, która w niezwykle złożony sposób przysłużyła się człowiekowi. Jak wyglądała praca z lnem? Na czym polegały czynności, które w baśniowy sposób opisali nie tylko wspomniany duński pisarz, ale i nasza poetka Maria Konopnicka w XIX wieku? Warto zagłębić się w historię dziedzictwa naszego regionu.

Ludzkość wykorzystuje od tysięcy lat rozmaite włókna naturalne: roślinne: nasienne (np. bawełna), łodygowe (np. len, konopie, juta, pokrzywa), liściowe (np. agawa), łupinowe (np. kokos); zwierzęce (wełna owcza, jedwab, włosie), mineralne, a od czasu rewolucji przemysłowej i naukowej również syntetyczne. Na szczególną uwagę zasługuje len – surowiec wymagający mnóstwa pracy, ale dający produkty mające wiele wartościowych cech. Len na Śląsku znany był już w średniowieczu, a szczyt rozwoju tradycyjne tkactwo ludowe wykorzystujące tę roślinę przeżywało w XVII i XVIII wieku. Len uprawiano, wstępnie obrabiano, przędziono i tkano m.in. w Sudetach. Pamiątką po tamtych czasach są m.in. zabytki architektury, jak choćby ponad trzystuletnie domki tkaczy w Chełmsku Śląskim, historyczne dokumenty i artefakty pozostałe po cechach rzemieślniczych, w zbiorach muzeów i skansenów zachowały liczne sprzęty i urządzenia wykorzystywane do pracy z lnem.

Od wysiewu po zbiór

Len zakwitł. Całe pole błękitnieje. Na zielonych łodyżkach patrzą w niebo kwiatki, drobne, błękitne, lekkie, delikatniejsze od skrzydeł motyla

–  zaczyna swoją baśń o lnie („Hørren”) z 1849 roku Hans Christian Andersen (tłumaczenie Cecylia Niewiadomska).

Wysiew lnu odbywał się wiosną. Zbiór – polegający na wyrywaniu rośliny  z korzeniem – odbywał się po około 3,5 miesiąca (11-13 tygodni) po wysiewie. Dawne poradniki sugerują, żeby najlepiej rozpocząć zbiór, kiedy łodyga była częściowo żółta, z obsypującymi się u dołu listkami, a torebki nasienne zbrązowieją. W innym terminie zbierano len na tłoczenie oleju z nasion.

Pora na lnianą słomę

Zdarzało się, że len tuż po zebraniu trzeba było podsuszyć na koziołkach (daszki usypane z cienkiej warstwy zebranych łodyg) lub w niewielkich snopkach. Ważnym etapem obróbki było odziarnianie (nazywane również młócką lub czochraniem). Polegało ono na oddzieleniu główek nasiennych od łodyg. Służyły do tego specjalne grzebienie drewniane lub metalowe z długimi zębami. Zdarzało się młócenie kijami, cepami lub kijankami. Grzebienie do odziarniania lnu nazywane były w niektórych regionach Dzierzglicami/Dzierglicami, a po niemiecku Riffelkamm/Riffkamm.

Moczenie, suszenie i międlenie

Łodyżki co do jednej wyrwali, kijami zbili, aż się ono nieszczęsne ziarno posypało, w pęki powiązali i do wody wrzucili. Ale że to już ich samych złość wzięła, więc jeszcze w wodę kamieniami ciskali. […] Zaczęli je kijami okładać tak, że aż z nich paździerze leciały. […] Samo włókno cienkie i jak srebro takie bielusieńkie zostało

– opisała Maria Konopnicka w baśni „Jak to ze lnem było”.

Są to odniesienia do czynności, które wykonywane były przy obróbce lnianej słomy. Istotne było moczenie lnu w rzekach lub wodach stojących.

Łodygi lnu moczono w pęczkach, zupełnie zanurzone, przez około 8-14 dni. Inną metodą zmiękczania słomy było roszenie (popularne na Śląsku i Niderlandach). Wykorzystywano poranną rosę osiadającą na lnie ścielonym na polu. Roszenie mogło trwać nawet 3-5 tygodni (konieczne było odwracanie ułożonych łodyg). Wybór sposobu zależał m.in. od dostępności wody, czasu zbioru, pogody, a także lokalnych tradycji. W niektórych regionach Europy praktykowano nawet moczenie śnieżne, polegające na pozostawianiu zebranego jesienią lnu na polu pod przykryciem śniegu. Po moczeniu lub roszeniu konieczne było odpowiednie suszenie, zapobiegające gniciu roślin. Len suszono na słońcu, czyli na wolnym powietrzu, lub w suszarniach (na przykład na specjalnych przewiewnych strychach). W październiku przychodziła pora na oddzielanie paździerzy od włókna. W tym celu przystępowano do międlenia/tarcia. Stosowane były międlice ręczne (niem. Handbreche) z ruchomą listwą, która dociskała i kruszyła słomę oraz oddzielała zdrewniałą część łodyg od włókna.

Już w XIX wieku używano międlic i maglownic mechanicznych (niem. Brechmaschine/Flachsbrechmaschine). Było to rozwiązanie bardziej wydajne i szybsze, ale znacznie droższe z uwagi na cenę urządzeń.

Trzepanie i czesanie

Trzepanie to proces, który pozwala na usunięcie z włókna paździerzy i innych zanieczyszczeń. Używane do tego były proste narzędzia. Z czasem w użyciu pojawiły się maszyny z obrotowymi łopatkami (niem. Schwingmaschine), które pozwalały na efektywną i masową obróbkę słomy i uzyskanie czystego, surowego włókna. Surowiec następnie był poddawany czesaniu na szczotkach (niem. Hechel), z krótkimi metalowymi kolcami, o różnym rozstawie zębów osadzonych w kilku rzędach. Czesanie miało dwojakie znaczenie. Było konieczne, by wyprostować zmięte włókno, pozwalało też na sortowanie surowca. Len dzielono pod względem długości i grubości włókna. Wyczesane włókno nazywano przędziwem, a nienadające się na wartościową przędzę tkacką to wyczoski, nazywane kłakami bądź pakułami.

Przędzenie

Zamiast jedwabiu naskubała włókienek z onego zielska, nawinęła na przęślicę i zaczęła prząść. Ze żartów, ot, bo myślała, że z tego nic nie będzie

– tak Konopnicka opisała kolejny etap obróbki lnu w swojej baśni.

Ale czym jest przędzenie? Ten proces polega na ręcznym skręcaniu kilku lub kilkunastu włókien w nić. Przędza jest zbiorem włókien ułożonych obok siebie równolegle, skręconych tak, że stanowią nieprzerwany ciąg. Przędzenie składa się z trzech zasadniczych czynności: wyciągania włókna z pasma wyczesanego przędziwa (kądzieli), skręcania włókien i nawijania przędzy. Podczas przędzenia prządka posługiwała się rozmaitymi narzędziami. Początkowo stosowano wrzeciono ręczne (niem. Spindel). Wrzeciono jest prymitywnym, drewnianym, ostro zakończonym narzędziem, na który nawijana jest przędza, skręcana w palcach. Wprawiane było ręcznie w ruch wirowy.

Od końca średniowiecza do użycia wchodziły proste mechaniczne urządzenia – kołowrotki (niem. Spinnrade), które usprawniły przędzenie. Początkowo używany był kołowrotek ręczny, mający wrzeciono – szpulę, koło napędowe i korbę. Na Śląsku taki kołowrotek znany był już w XIV wieku. Kołowrotek o napędzie nożnym, składający się z wrzeciona ze skrzydełkiem, koła napędowego i mechanizmu pedałowego w użyciu był od około XVI wieku. Gotowa przędza była poddawana wykończeniu (barwiona lub bielona, prana, suszona) a następnie przenoszona na szpule i mierzona na zwijakach i motowidłach.

Tkanie

 Tkanie poprzedzało przygotowanie wątku (cewienie na potaku) i osnowy (snucie na snowadle). Właściwy etap tkania obywał się na krosnach. W średniowieczu powstały poziome krosna, tak zwane warsztaty tkackie (niem. Webstuhl). Te urządzenia pozwalały na sprawne łączenie przędzy podzielonej na dwa układy: osnowę i wątek. Osnowa stanowi zespół podłużnych, równoległych nici napiętych na wałach krosna. Pomiędzy przędzę osnowy, rozwarstwianą za pomocą nicielnic, wprowadza się umieszczoną w czółenku nić wątku. Tak powstaje splot tkacki. Splot płócienny to najprostszy, znany od zamierzchłych czasów sposób przeplatania wątku i osnowy, będący bazą dla innych rodzajów splotów (ukośnego, atłasowego itp.).

Z biegiem czasu ludzkość unowocześniała proces tkania, na przykład poprzez zastosowanie w krosnach mechanizmu przerzutowego czółenka z wątkiem. Na początku XIX wieku Joseph Marie Jacquard wynalazł maszynę pozwalającą na produkcję wzorzystych tkanin. Tak zwany  mechanizm żakardowy wykorzystywał rewolucyjne na tamte czasy „oprogramowanie”. Układ nici (raport) zapisany był na taśmach dziurkowanych kart perforowanych, które stały się pierwowzorem pamięci informatycznej. Maszynka żakarda  służyła do sterowania przędzą w taki sposób, że wątek przeplatał się z osnową, tworząc przewidziany i zakodowany wzór. Mechaniczne krosna czółenkowe wykorzystywały technologię znanego od średniowiecza warsztatu tkackiego i późniejsze udoskonalające go przekształcenia oraz patenty.

Stuk — puk, stuk — puk, i z drewnianej ramy wysuwała się długa, piękna sztuka płótna. Wszystek len na nią wyszedł. […] Teraz dopiero naprawdę jestem najszczęśliwszą na świecie istotą! […] Cóż znaczy jakaś drobna, słabiuchna roślinka, choćby z niebieskim kwiatkiem? […] A teraz co innego: jestem sztuką płótna i proszę spojrzeć jaką!”

– opisał proces tkania Andersen.

Całe stulecia tkactwo lnu było wiodącym rzemiosłem mieszkańców Śląska. Efekty ich pracy rozsławiały region. Śląskie płótno, między innymi z Kamiennej Góry, wozami i okrętami podróżowało w świat – w najdalsze zakątki znane handlarzom.

Robert Główczyk

Foto główne: Podręcznik uprawy i przeróbki lnu, domena publiczna, za: https://polona.pl/.

Zostaw komentarz

Imię
E-mail
Comment